piątek, 15 sierpnia 2014

Partia katalizator





  


Powracam do twórczości Aleksieja Suetina. Partia, którą proponuję z punktu widzenia sztuki szachowej nie jest najwyższych lotów. Mogę pokazać wiele innych gier tego arcymistrza, mających więcej treści ale nie oto chodzi. Oto fragment z książki Suetina "Izbrannyje partii" Mińsk 1969.


" Przykładowo, wyrazistym wspomnieniem będzie zawsze dla mnie partia z Lilienthalem. Zagrana w pierwszej rundzie półfinału mistrzostw ZSRR była moim pierwszym zwycięstwem nad arcymistrzem , przy tym osiągniętym w treściwej walce. Zwycięstwo to uskrzydliło mnie i być może w rezultacie nawet spowodowało wygranie turnieju . Później także niejednokrotnie twórczy sukces w jakichś odpowiedzialnych zawodach działał na moją dalszą grę niczym katalizator." 







Dziś po wielu latach w obliczu bezlitosnych programów analizujących partia ta może się wydawać niezbyt ciekawą, gdyż zawiera nieco inną treść analityczną niż widział w niej zwycięzca. Jednak nie utraciła swej wartości katalizatora a przecież takie właśnie znaczenie przypisywał jej Suetin.
Warto przypomnieć, że jedną z metod podbudowania psychiki w czasie turnieju jest obejrzenie swoich zwycięskich partii. Uświadomienie sobie, że możemy wygrać z silniejszym, że mamy dobre pomysły jest bardzo ważne.




czwartek, 7 sierpnia 2014

Właściwe nastawienie psychiczne




Pobrałem z Immortal Chess



O przygotowaniu i nastawieniu psychicznym pisałem już na blogu. Wiele powiedzieli i napisali wielcy szachiści i trenerzy na ten temat. Wyrobienie właściwej postawy do gry wcale nie jest takie łatwe. Wydaje się być takim tym wszystkim, którzy sami niewiele grali i nie znają problemu "od wewnątrz".
Podszedłem do tej partii z zaciekawieniem. Tak chyba można najdokładniej określić mój stan.
Starałem się grać w całym turnieju jak najlepiej ale przy tak groźnym jak dla mnie partnerze udało mi się nie odczuwać zwykłej dla takich sytuacji presji tytuły i rankingu.
Dodatkowo postanowiłem stawić czoła partnerowi w jego ulubionym wariancie debiutowym. Jest to bardzo ryzykowne ale postanowiłem, że sprawdzę wariant, który zalecam swoim juniorom. Chciałem się przekonać na własnej skórze jak to jest!









Jakie jest zatem to właściwe nastawienie do gry? Można pisać wiele ale chodziło mi o pokazanie na konkretnym przykładzie jak działa w praktyce. A może Czytelnicy się wypowiedzą bo jak mniemam każdy ma swoje sposoby.






poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Jedna z najlepszych










Każdy ma swoje ulubione partie . Niekoniecznie efektowne ale w jakiś sposób zapadające w pamięć. Bardzo osobiste są tu kryteria . Swego czasu R.J.Fischer napisał książkę " Moich 60 pamiętnych partii" Właśnie tak! Pamiętnych a niekoniecznie zwycięskich. 
Partia, którą Wam proponuje była szczególnie bliska Lewenfishowi .
Ważne są okoliczności sportowe towarzyszące temu pojedynkowi.
Była to druga partia meczu o mistrzostwo ZSRR. Po straszliwej walce ten mecz złożony z 14 partii zakończył się remisem co pozwoliło Lewenfishowi na obronę tytułu. Wartość partii jest związana także z nazwiskiem partnera.
Wprawdzie D.Bronstein twierdził, że zbiór jego najlepszych partii to jednocześnie zbiór najgorszych partii jego partnerów ale jak inaczej wygrać partię niż poprzez popełnienie błędu przez jedną ze stron w takiej czy innej postaci.









Jak widzieliśmy ocena zwycięscy i najnowszych programów komputerowych różnią się ale czy to zaniża wartość partii. Było tu wszystko: ostra walka , wzajemne niedokładności, brak kompromisów - czyli to co się może podobać.




środa, 30 lipca 2014

Skoczki w herbie








Lubię taką figurkę jak skoczek i nawet nie wiem dlaczego. Na swoje usprawiedliwienie miałbym argument, że taki Czigorin też tak miał...
Poniższy przypadek wiele lat temu opisałem w felietonach w "Szachowej Vistuli" ale z uwagi na ciekawy temat postanowiłem powtórzyć z nieco innymi komentarzami.
Partia jest pouczająca ale dla mnie najważniejszy był epizod opisany w komentarzu.
Postać pana Stanisława jest dla mnie wielką i przy każdej okazji staram się młodym ludziom przypomnieć tak jego zasługi edytorskie jak i wyjątkowe ludzkie cechy, będące źródłem moich inspiracji.








Po uwagach Czytelników zdecydowałem się na drobne poprawki .
Partia ma niezaprzeczalny walor szkoleniowy. Znane idee takie jak zugzwaqng , ograniczenie działania występują tu i są niezbędnym elementem w ocenie pozycji.




niedziela, 20 lipca 2014

Odważna ofiara





Edmar Mednis




Wszyscy lubimy atakować i mieć inicjatywę.Problemy zaczynają się, gdy nie da się atakować "po dobroci" i należy coś ofiarować aby utrzymać tempo ataku. Wtedy część podopiecznych stara się latać "nisko i powoli" jak radziła mama synowi - lotnikowi a część rusza do szturmu. Poniżej partia w której białe wyczuły właściwy moment do ataku i tak powstała ta bardzo żywa gra.






Jako trener mam spore problemy z przekonaniem podopiecznych , gdy dochodzi do oddawania materiału. Jest wiele partii pokazujących zwycięstwo "ducha" nad materią ale przywiązanie do materiału jest niekiedy poważną przeszkodą.




wtorek, 8 lipca 2014

A gdy poszedł król na wojnę...




Pobrałem z Immoratalchess



Jest oczywiście mnóstwo partii, gdzie jedna ze stron z własnej lub przymuszonej woli wyszła królem do boju. Wybrałem tą bo rozegrali ją gracze znamienici , poszukujący walki, konfliktu.
Ponadto nie zawsze wyjście królem w niebezpieczny "teren" jest skutkiem błędu. Czasem jest to konsekwencja pryncypialnej walki, gdzie obaj gracze chcą udowodnić zasadność swej koncepcji. Tak właśnie stało się w poniższej partii.








Przebieg partii stawia wciaż aktualne pytania o granicę ryzyka,wolę zwycięstwa i znaczenie łutu szczęścia...



środa, 2 lipca 2014

"Chyłkiem pod tujami"




Pobrałem z immortalchess



Jakiś czas temu na pewnym blogu szachowym...
Tak powinny może zaczynać się bajki szachowe ale nie rozważania dorosłych ludzi.
Dlatego proponuje aby pisać wprost czego i kogo dotyczą wpisy bo inaczej sam piszący wchodzi w krytykowaną przez siebie sferę "oczywistości" Niby wszyscy wiedzą itd.
Otóż aby była jasność rozważania na blogu J.K dotyczące oczywistości wcale nie są takie "oczywiste". 
Zgadzam się z argumentem, że zaniedbano w publikacjach z "pieczęcią" PZSzach nazwiska trenerów naszych czołowych szachistek i szachistów. Są oni jakby w tle i czasem pojawiają się na zdjęciach ale może warto byłoby pochwalić ich przy okazji wysokich miejsc naszych najzdolniejszych bo wszak są współautorami tych sukcesów.
To jednak nie zwalnia od konieczności aby pisząc o naszych młodych, zdolnych dowiedzieć się tymi lub innymi sposobami kto jest trenerem. Okazało się, że w przypadku J.K.Dudy Jerzy Konikowski szybko ustalił niezbędne dane co mu się chwali ale co powinien już dawno zrobić jeśli naprawdę go to interesuje.
Reszta argumentów pana Krzysztofa Kledzika jest dla mnie co najmniej niezrozumiała.
Pisząc o kontrowersji wokół wyboru wariantu w partii J.K.D - Muzyczuk zapomina , że Jerzy Konikowski zalecił posunięcie 5.0-0 jako rozszerzenie repertuaru Jankowi ew. w domyśle jego trenerowi a nie Czytelnikom. Siłą rzeczy staje się to informacją dla wszystkich ale skierowane jest to wymienionych osób. Dlatego  dalsza część wywodu odnośnie "poszkodowanych" szeregowych czytelników jest naciągana. Należałoby wyjaśnić jakie powstają w obu przypadkach pozycje ale nie zmienia to faktu niefortunnej ( delikatnie ujmując)  rekomendacji oraz tego, że koncepcja wyboru tej czy innej opcji należny do zespołu trener-zawodnik . Możliwe, że nie był to wybór słuszny ale skąd to wiadomo? Przecież  wynik partii nie może ostatecznie o tym przesądzać.
Poza tym nie zauważyłem aby na blogu Jerzego Konikowskiego znalazł się jakiś nieśmiały Czytelnik
, który miałby problemy z wyrażeniem swej opinii na jakikolwiek temat. Raczej rzekłbym, że jest odwrotnie...
Wszystkie te zabiegi mają na celu ukryć rzeczywisty wymiar "zalecenia" poprzez "rozmycie" wagi zjawiska i przerzucenie ewentualnej odpowiedzialności na kogoś innego.

Godzi się tu przy okazji wspomnieć o innym przejawie takiego działania.
Wiele razy na blogu Jerzego Konikowskiego czytałem zarzuty dotyczące trenerów w tym także i mnie, że zniechęcamy juniorów do wyczynowych szachów. Padało nawet "magiczne" 19 lat a Jerzy Konikowski nawet oskarżył mnie o przerzucanie odpowiedzialności na rodziców.
To poważne oskarżenia na które ani J.K ani Pan Krzysztof nie mają żadnych dowodów. Mało tego , proste zestawienie dat ukończenia szkoły średniej i rozpoczęcia studiów wyjaśnia wszystko. Pisałem o tym kilka razy ale bez widocznego skutku w postaci zrozumienia.
Tym razem pan Krzysztof przyznaje mi rację ale jakby udawał, że całej poprzedniej nagonki nie było albo nie była istotna. Trzeba umieć się otwarcie przyznać do błędu, choć w tym przypadku były to zarzuty graniczące z sabotażem polskich szachów.
Rozumiem, że Pan Krzysztof mówi w swoim imieniu ale może po tamtych wszystkich oskarżeniach wypadałoby jakoś inaczej to przyznać a nie tak chyłkiem...



środa, 25 czerwca 2014

"Tradycja"





Rys.Andrzej Mleczko



Niestety niechlubną tradycją jest, że jakakolwiek wypowiedź, która nie jest zgodna z poglądami komentatorów blogu Jerzego Konikowskiego spotyka się z potokiem bzdur. 
Nawet, gdy postawić konkretne pytanie to można się spodziewać odpowiedzi o moim chamstwie, kompleksach albo o propagowaniu przeze mnie końcówek.
Ostatnio jeden z mądrali wywiódł, że pobicie niewidomych pochodzi w prostej linii od mojego zgubnego wpływu na młodzież!
Brawo! tak trzymać! Najlepsze tradycje "Trybuny Ludu" i "Gazety Wyborczej" wiecznie żywe!.
Nie bardzo wiem dlaczego rezerwują dla siebie głos w ważnych kwestiach dotyczących polskich szachów a ja mam pisać o dawnych czasach i komentować partie. Z jakiej racji? Przecież wielokrotnie padał argument, że to ja próbuje zamykać usta, ograniczać wolność słowa, że tu nie Korea itd.
A jak mam ochotę napisać o czymś co mnie nurtuje, nie podoba mi się, to co? Mam siedzieć cicho bo tak się Panom z blogu J.K podoba? Mają złudzenie, że wszyscy ich popierają?
A Pan Krzysztof chyba zapomniał co znaczy porozumienie, zrozumienie. Najwyraźniej według niego oznacza to, że Panowie piszecie co Wam się podoba i jak Wam się podoba ale ja mam siedzieć cicho.
No to się nie zrozumieliśmy.
Nowością jest stwierdzenie, że jakiś temat był już omawiany wielokrotnie. Pisze się tak wtedy, gdy już brak argumentów tak jak w przypadku rzekomego niszczenia juniorów albo "przeskakiwaniu" debiutu.
Piszący uparcie udają, że niczego nie widzą i nie rozumieją albo rzeczywiście tak jest.
Zamiast podjąć temat. Ale polemika jest obca tym ludziom bo nie mają żadnych argumentów poza osobistymi wycieczkami.
Ale niech piszą. Dają tym tylko świadectwo własnej mizeroty. 
Zresztą jakby co to zawsze mogą się powołać na "rewelacje" doskonale imitującego istnienie Zb.N.
Jak już szukają chama i prostaka to mają go blisko siebie...
Chwała walczącym o dobro polskich szachów!




poniedziałek, 23 czerwca 2014

"Niewiedza"












Jerzy Konikowski jak zwykle udaje, że nie wie o co chodzi i jak zwykle czuje się atakowany. Chciałbym przypomnieć, że zalecił on J.K.Dudzie "rozszerzenie" repertuaru debiutowego a nie przejście na 5.0-0. 
Wszyscy wiedzą ( a Janek przede wszystkim) jakie pozycje powstają w obu przypadkach. Wybór tej czy innej strategii to wspólna decyzja Janka i jego trenera. Już w czasie turnieju w Holandii pisałem kto jest trenerem Janka i kto z nim jest na turnieju. 
Nawet jeśli J.K nie czyta mojego bloga to jakiś jego fan pewnie mu to zapodał.
Zresztą J,K zna bardzo dobrze Andrzeja Filipowicza a Andrzej się doskonale orientuje w sprawach personalnych. Dlatego wyjaśnienie J.K jest żenujące.
Nie wiedzieć kto trenuje najlepszego polskiego juniora to nawet trudno określić co to jest.
Użyłbym określenia "skandaliczne" bo to ulubione przez J.K i tu akurat pasuje jak ulał.
J.K myli też pracę przy składaniu książek debiutowych ( bo przecież ich nie pisze) z działalnością trenerską. Nie ma to wiele wspólnego.
Niestety podobny poziom wiedzy prezentują "amator" 'szachista" i inni komentatorzy z blogu J.K.
Ich wciąż powtarzające się kłamliwe teksty o MASZ są zdumiewające. Nie mają pojęcia kto i czego tam uczy ale nie przeszkadza im to aby źle pisać i o tematyce i wykładowcach.
Nie rozpoznają różnicy pomiędzy przeskakiwaniem  debiutu a "przeskakiwaniem debiutu".
Przynajmniej dwa razy to wyjaśniałem ale gdzie tam. 
Traktują to dosłownie i jeszcze wmawiają, że ja tak do tego podchodzę.
I to są ludzie dbający o dobro polskich szachów? 
To ja dziękuje już Panom!






"Wujek dobra rada"






"Tajemniczy" trener J.K.Dudy





Tytułowa postać jest rodem z kultowego "Misia" . I choć we wspomnianym filmie udzielił on prezesowi dobrej rady w sprawie wyjazdu do Londynu to obecnie jest synonimem nikomu niepotrzebnych porad .
Podczas trwania turnieju Tata Steel  Jerzy Konikowski zalecił J.K.Dudzie granie w partii hiszpańskiej w 5 pos. 0-0 zamiast 5. d3 przy okazji partii Duda-Muzyczuk. Jakiś czas temu J.K przypomniał tą rekomendację, twierdząc, ze zalecił Jankowi rozszerzenie repertuaru debiutowego jako doświadczony trener.
Jerzy Konikowski miał kilka miesięcy na przemyślenie swej, rzekłbym skandalicznej wypowiedzi ale jak widać refleksja nad tym co napisał jest mu zupełnie obca.
Mam proste pytania na które może ktoś z wielbicieli J.K odpowie bo on sam zachowa pogardliwe milczenie jak mniemam.

1) Jak można zalecać w ramach rozszerzenia repertuaru granie posunięcia, które zawodnik stosuje w praktyce od dawna? Może należało pierwej sprawdzić w dowolnej bazie. J.K zapewne korzysta z Mega Database a tam możemy znaleźć partię Janka w 5.0-0 z 2008 roku. A i później też tak grywał.

2) Jak można zakładać, że zawodnik o rankingu powyżej 2500 nie wie o istnieniu roszady w piątym posunięciu? I , że nie orientuje się w charakterze walki w obu strukturach.?

3) Jak długo będzie trwało udawanie, ze Janek nie ma trenera?

Nie przypominam sobie aby na blogu J.K wspomniano o jego trenerze, że nie wspomnę o podaniu imienia i nazwiska. Przecież to nie brak informacji jest przyczyną. Zawiść to byłoby najwłaściwsze określenie bo nie widzę innego powodu.
O swej współpracy z Wojtaszkiem i Najditschem J.K wspomina często a tu jakoś nie przechodzi mu przez klawiaturę imię i nazwisko Leszka Ostrowskiego.
Jednego z trenerów MASZ dodam. Ciekawe czy też jest zaliczany do zaszczytnego grona "leśnych dziadków"?
Danie takiej rady jest jakby puszczeniem oka za plecami trenera Janka. Leszek jest trenerem doświadczonym i jak dla mnie bardziej wiarygodnym od Jerzego Konikowskiego.
Przede wszystkim dlatego, że od wielu lat jest obecny w każdej fazie treningu swych podopiecznych oraz na każdym turnieju, gdzie startują. Planuje ich starty , odpowiada za przygotowania planów pracy, przygotowania do partii. I jakoś sobie z tym radzi całkiem nieźle.
To coś innego niż udzielanie wygodnych, nieodpowiedzialnych porad przez kogoś kto nie wiadomo jak dawno nie był na turnieju i nie wiadomo kiedy ostatnio trenował przy szachownicy.
O ile wiem Janek nie czyta tych niedorzeczności a Leszek zachowuje spokój więc J.K może sobie albo darować takie porady albo kompromitować się dalej. 
Jak wiadomo Andrzej Filipowicz jest bardzo krytycznie nastawiony do polityki PZSzach ale potrafi docenić osiągnięcia zawodników i trenerów i napisał po ostatnich Mistrzostwach Polski kilka ciepłych słów o współpracy Leszka i Janka . Tak się mimo różnicy zdań wspiera polskie szachy a nie poprzez ignorowanie faktów i osobiste uprzedzenia!.
A podobno Panom na blogu J.K leży na sercu dobro polskich szachów a Janka w szczególności ...





piątek, 13 czerwca 2014

Wielki Poprzednik











9 marca 2014 Robert James Fischer świętowałby 71 urodziny. Z tej okazji odwiedził grób Fischera w Selfoss ( ok 30 km od  Reykjaviku ) wielki Garri Kasparow. Wpisał się do księgi pamiątkowej , udzielił wywiadu ale przede wszystkim był tam i tym samym wyraził swój szacunek dla Wielkiego Poprzednika. Szczegóły są dostępne pod adresem http://www.chess.com/news/historic-moment-in-chess-kasparov-at-fischers-grave-4016




Wywiad jakich mało









W ostatnim numerze "Mata" ukazał się wywiad z Grzegorzem Gajewskim, jednym z naszych czołowych arcymistrzów. Wiele zdumiewających wniosków wysnuto z wypowiedzi arcymistrza.
Chciałbym przede wszystkim zauważyć coś o czym  w ogóle nie wspomniano czyli szczerości a zatem i autentyczności wypowiedzi.
W naszej kulturze rzadko kto przyznaje, że doszedł "do ściany" w sensie poznawczym, sportowym.
Raczej normą jest "prężenie" się i udawanie kogoś kim nie jesteśmy byle tylko wypaść lepiej .
Tymczasem Grzegorz bez wstydu przyznaje, że ugrzązł w miejscu. Jak dla mnie nie ma znaczenia czy taka deklaracja pada w wieku 30 czy 50 lat. Czy tak jest rzeczywiście i czy coś można na to poradzić?
Nie wiem ale chciałbym życzyć Grzegorzowi jak najlepiej bo przecież takie chwile bywają u każdego.
Szczególnie dziwią mnie opinie na  ten temat ludzi, którzy nigdy nie byli zawodowymi szachistami i mogą tylko krytykować co przychodzi im z tym większą łatwością, że nie znają zagadnienia i nie mają żadnych hamulców.
Nie zgadzam się także z opinią o rzekomym ataku Grzegorza na J.K Dudę i doszukiwanie się w tym jakiegoś celu.
Raczej jest to opinia doświadczonego zawodnika, który niejedno widział i patrzy realnie na wzrost Janka. 
Jasio oczywiście ma braki ale może je usunąć . Taką opinię wyraził także Grzegorz.
Sam przyznaje, że trudno mu grać z Jasiem Krzysiem mimo przewagi wiedzy debiutowej.
Oczywiście kibicuje Jankowi i jego trenerowi-Leszkowi Ostrowskiemu . Zdaję sobie sprawę w jak trudnym są położeniu. Nie mogą i nawet nie powinni liczyć na pomoc polskiej czołówki.
Tu zgadzam się z opinią Andrzeja Filipowicza, że Janek nie powinien z nikim z nich pracować tylko ich ogrywać. Widziałem już efekty takiej współpracy, które były w dalszej perspektywie zdecydowanie negatywne.
Widziałem w akcji Leszka Ostrowskiego nie jeden raz i wiem, że wszelkiego rodzaju podjazdy i ataki traktuje jako wyzwanie i zrobi z tego właściwy użytek obracając na korzyść podopiecznych.
Natomiast osobną sprawą jest stosunek czołówki do Janka. Nie podejmuje się tworzyć jakiejś specjalnej opinii ale gdyby nawet drużyna przyjęła go powiedzmy powściągliwe to zawsze młodzi budzili mieszane uczucia. Z jednej strony wiadomo, że nadejdą i muszą zmienić "starych" ale dlaczego tak zaraz? 
Może warto przy ocenie Radka Wojtaszka także zobaczyć czy może nie doszedł on do "ściany".
Przynajmniej w tym momencie. Łatwo jest krytykować ale może nie jest w stanie w tej chwili grać lepiej? Oczywiście życzę mu jak najlepiej!






poniedziałek, 9 czerwca 2014

Roszada jednak się przydaje...





Grigorij Levenfisch




Ostatnio napisałem o osobliwościach robienia bądź nie robienia roszady. Na temat króla zostawionego w centrum na pastwę figur przeciwnika napisano całe książki. 
Do przebogatej skarbnicy przykładów na ten temat dodam jeszcze jeden, który poraża swą energią w ataku na króla. W uwagach wykorzystałem komentarze zwycięzcy oraz analizy programu Fritz 13.










niedziela, 8 czerwca 2014

Kto to jest?








                                               Proszę o podanie nazwisk pięciu Panów ze zdjęcia





sobota, 7 czerwca 2014

Z roszadą w pamięci...










Dawid Bronstein zadziwia mnie do dziś swoimi pomysłami w każdym stadium partii. Proponuję poniższą partie w charakterze przykładu na to jak błędne bywa mniemanie, że należy szybko roszować. 
Dodam jeszcze dwie anegdoty. 
W roku 1976 po zwycięstwie w Sandomierzu udało się zaprosić Dawida Bronsteina do Warszawy w trakcie trwania kursu trenerskiego na AWF.
Arcymistrz pokazywał oczywiście partie ze zwycięskiego turnieju i w trakcie zadawał różne pytania aby pobudzić nasze myślenie. W jednej z pozycji po typowym pytaniu "Co teraz zagralibyście"? jeden z naszych mm. odpowiedział: " Roszadę, roszada jest zawsze dobra".
Bronstein uśmiechnął się i zapytał: " Gdy macie w domu butelkę wódki to musicie ją od razu wypić?"

Druga anegdota dotyczy moich prób nakłonienia juniora do tego aby jednak robił roszadę. Junior był twardy i w charakterze argumentu przytoczył mi 10 partii w których świadomie nie robił roszady. Uzyskał 2 punkty w tym w jednej z wygranych partii przeciwnik w kompletnie wygranej podstawił wieżę!
Jednak uważał , że ma rację!
W poniższej partii użyłem komentarzy D. Bronsteina z książki " Uczennik czarodieja" M-RIPOL klassik 2004.