sobota, 6 października 2018

Srebro dla Łodzianina



Dnia 2018-09-25 zakończył się 29 finał Mistrzostw Świata w grze korespondencyjnej.
Mistrzem Świata został po raz trzeci (!) Aeksander Dronow ( Rosja) z wynikiem 9,5 z 16 partii.
Drugie miejsce podzieliło trzech zawodników a dodatkowe wartościowanie ustaliło , że zdobył je Jacek Oskulski.
Dodam, że Polacy uczestniczyli w finałach Mistrzostw Świata w grze korespondencyjnej dotychczas czterokrotnie i najlepszy rezultat uzyskał w dwunastej edycji ( 1984 - 1991) Jerzy Krzysztoń
zdobywając czwarte miejsce.







Jacek Oskulski- szachista korespondencyjny, arcymistrz od 2018 r, , 60 lat ,urodzony i zamieszkały w Łodzi. Żonaty, ma syna.
Ukończył Wydział Chemii na Uniwersytecie Łódzkim.
Od prawie 20 lat pełni funkcję zarządczą w szpitalu M.Pirogowa w Łodzi.
W czasie wolnym czynnie uprawia sport startując w zawodach kolarskich.
Wielokrotnie uczestniczył w Mistrzostwach Polski w kolarstwie górskim, szosowym i przełajowym.
Największe sukcesy odnosił w maratonach szosowych, czesto je wygrywając.
Lubi zwierzęta, od kilkudziesięciu lat w jego domu jest czworonożny przyjaciel.


Oddam teraz głos Medaliście, który wprowadzi nas w atmosferę szachów korespondencyjnych na najwyższym poziomie. 
Nie zapominajmy, że za suchymi , już odsianymi wariantami kryją się godziny analiz jak i olbrzymie emocje tak euforia jak i rozczarowanie.
Komentarze opisowe do partii drugiej i trzeciej napisałem na podstawie relacji Jacka w czasie naszego bardzo interesującego spotkania.
Mam nadzieję, że Czytelnicy także zainteresują się tą dość tajemniczą sferą twórczości szachowej.

Przygotowując się do gry w 29 Finale Mistrzostw Świata ICCF min. z zawodnikami grającymi obronę królewsko-indyjską postanowiłem wybrać wariant z posunięciem 9.a4.

Niby nic wielkiego ale liczyłem na to, że to wtrącone posunięcie wymaga od przeciwnika nieco innego spojrzenia na powstałą pozycję i jest to moment w którym komputer z silnikiem szachowym staje się mało przydatny.

W partii z N.Robsonem kluczowy moment w partii nastąpił dość szybko. Arcymistrz angielski zagrał chyba najlepsze w tej pozycji 12...Kh8! Przed partią oczywiście wiedziałem, że takie posunięcie jest dobre ale nie wiedziałem , że właśnie po nim sam sobie postawię problem - gdzie ulokować czarnopolowego gońca.?
Odpowiedziałem 13.Gg5!? i do dziś nie wiem czy był to dobry ruch czy nie.

W tej konkretnej pozycji można zadać kilka pytań: czy komputer może wybrać najlepszy plan gry, jakie jest najlepsze posuniecie, gdzie powinien stanąć czarnopolowy goniec , na g5, f2 a może na a3?

Jeśli w przyszłości mamy odpowiedzieć na te pytania , to właśnie gra korespondencyjna jest polem dla dokładnych analiz i porównywania planów gry co prowadzi do wniosków odnośnie wyboru najlepszych sposobów rozwoju partii.

W tym miejscu pokuszę się o uwagę - my gracze korespondencyjni
, kiedy rozmawiamy z graczami toczącymi swe pojedynki bezpośrednio przy szachownicy, czasami musimy zmierzyć się z pytaniami czy nie gra za nas komputer i szachy korespondencyjne mają sens?

W odpowiedzi często o właściwe argumenty trudno bo przecież nie da się sypać przykładami jak z rękawa a nasz rozmówca nie musi ich znać.

Oczywiście są pozycje, gdy komputer staje się po prostu potworem    i co by się nie zagrało odpowie bezbłędnie.
Aż dziw bierze, że wszystko "widzi" , przez co można odnieść wrażenie, że można się od niego nauczyć jak rozgrywać partię szachową. Na szczęście tak nie jest!

W grze korespondencyjnej sztuka polega na tym aby swoimi umiejętnościami szachowymi, nawet nie grą, ale wiedzą szachową, wykorzystywać niedoskonałość przeciwnika i bezwzględność komputera mającego potężną moc obliczeniową.

Sposób jest dość prosty: komputer musi sam "uwierzyć" w swą cyfrową inteligencję , wtedy otwiera się miejsce dla nas ludzi, którzy wystarczy, że  dodadzą tylko trochę ludzkiego spojrzenia a o resztę nie potrzeba się martwić.Dalej już komputer pomoże nam w osiągnięciu wygranej.

Trudność tkwi wyłącznie w poszukiwaniu takich możliwości.

Wracając do przygotowań... liczyłem właśnie na umiejętności i na to, że grając białymi uzyskam po debiucie zachęcającą pozycję do gry.Przygotowałem nawet kilkanaście stron analiz w poszukiwaniu przewagi ale to była raczej jak się okazało w partii z Robsonem  podbudowa mentalna.

Praktyka okazała się nieco inna ,choć mogę powiedzieć, że w przypadku zawodnika z Niemiec Thomasa Schweticka  cel osiągnąłem; jednak w partii z Nigelem Robsonem katastrofa wisiała na włosku.

Przy okazji dostałem od Anglika bardzo dobrą lekcję.Należy jednak uczciwie powiedzieć, że gra białymi na remis i to przez moment bez dwóch figur nie jest powodem aby się chwalić.

Ale wniosek jest jeden- bardzo pouczający jak nie wiesz jaką pozycje uzyskasz po debiucie to nie wchodź w takie warianty.

I wreszcie przystępujemy do interesujących partii.


Pozycja po 20 pos. ..Gd7




Poz po 18.Gh6

Gra z Mistrzem Świata to zawsze wyjątkowe przeżycie. Partia jest bardzo ciekawa, żywa. Na przestrzeni wielu posunięć czarne odpowiadały ciosem na cios nie dając się zepchnąć do pasywnej obrony.
Jest ciekawa z punktu widzenia teorii wariantu Najdorfa jak i z uwagi na typowy przykład kontrgry jaką czarne mogą uzyskać w obronie sycylijskiej.





W ostatniej partii białe najwyraźniej grały zachowawczo na remis co często się mści. W zasadzie trudno jest pokazać gdzie konkretnie należało grać lepiej. Wydaje się , że główna przyczyna porazki była pasywna gra i "dreptanie" w miejscu.



Poz. po 15.Sa4