piątek, 24 lipca 2015

Miejsce w historii




W wieku 16 - tu lat chiński arcymistrz Wei Yi już przeszedł do historii po rozegraniu prezentowanej poniżej partii. A przecież przed młodzieńcem jeszcze wiele lat gry.
Myślę, że Czytelników zaciekawi także , oprócz fantastycznej partii, porównanie przyrostu rankingów Chińczyka i Carlsena.
















32 komentarze:

  1. Niesamowite kopyta, szczególnie podobają mi się ruchy ciche typu Hf7! i na koniec wisienka na torcie Ge1! Nieprawdopodobne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robi wrażenie bo jak widać z przebiegu partii Chińczyk nie przygotował tego w domu. I to wszystko w dobie komputrów i jakże częto wypranych z pomysłów gier na niewielkie przewagi wypracowane w analizach. Robi wrażenie świeżość z jaką Chińczyk zagrał partię

      Usuń
  2. oglądając ten wykres /imponujący u obu/ trzeba dodać że chińczyk ma w swoim kraju mnóstwo przeciwników z wysokimi rankingami co ułatwia ten postep, pozatym z roku na rok nieco dewaluuja się wysokosci rankingowe, więc wyzej oceniam postęp Carlsena !!
    tzbych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie patrzeć to Chińczykma jeszcze zcas naprześcignięcie Carlsena

      Usuń
  3. Byłbym wdzięczny za zamieszczenie analizy z komentarzem do partii Navara - Wojtaszek z IV rundy 48th Biel Festival, rozegranej 23.07.2015.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jak wrócę z II ligi juniorów

      Usuń
    2. Może to nie miejsce na ten post, ale chciałbym się odnieść do bezprzykładnego prowokacyjnego ataku na Marcina Tazbira (bezpośrednio na rzeczonym blogu nie mogę, gdyż zostałem już tam dawno zbanowany) na blogu J. Konikowskiego, który przypomina mi najczarniejszą retorykę stalinowskich uzdrawiaczy świata. Niby to niewinne pytania o stan zdrowia arcymistrza, zawierające insynuacje jakoby ten był oszustem, delikatnie podgrzewane przez autora blogu, tudzież jego klakierów doprowadziły arcymistrza do słusznego wybuchu złości, z którym w pełni się zgadzam, a nawet uważam, że 'dyskutanci" zostali przez niego potraktowani wyjątkowo łagodnie. Rada na nich jest, niestety tylko jedna: nie zwracać na nich uwagi, co jest ciężkie, ale wykonalne. Pozdrawiam, przede wszystkim Marcina.

      Usuń
  4. Kazimierz Strug3 sierpnia 2015 10:02

    Brak kultury i ujadanie na polskie szachy, to cecha Konikowskiego i jego kliki. Ale oskarżanie bezpodstawne Tazbira przechodzi ludzkie pojęcie. Czy ten człowiek się nie opamięta? Co zrobi jutro?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie liczyłbym na opamiętanie, ponieważ jest on absolutnie przekonany, że ma racje i w dodatku, że pisze prawdę.

      Usuń
    2. Nie liczyłbym na opamiętanie, ponieważ jest on absolutnie przekonany, że ma racje i w dodatku, że pisze prawdę.

      Usuń
  5. chciałem z klasą coś tam napisać, ale na wstępie po mnie pojechano :)

    to ja napisałem

    Drodzy Państwo,

    długo zastanawiałem się, czy napisać cokolwiek na ten temat. Nie trzeba być gigantem myśli i intelektu, żeby we wpisach początkowych na ten temat a więc „Relacjonował ostatnie Mistrzostwa Polski i widział wszystko doskonale…” wyczuć ironię, sarkazm i niechęć z Państwa strony.

    Inna sprawą jest to, że P. Marcin mógł po prostu napisać co mu dolega i zakończyć temat grzeczniej. Oczywiście.

    Apeluję do Twórców tej strony, żeby na drugi raz komponować wpisy neutralnie i między wierszami nie nawoływać do kłótni, która wiadomo było, że powstanie po takim wpisie.

    Tłumaczenia, że rzekomo ataku nie było, są dziecinne. Atak był, między wierszami.

    To naprawdę niepotrzebne. Koledzy i koleżanki, tyle jest agresji wszędzie obok nas – oszczędźmy sobie niepotrzebnych stresów.

    Pozdrawiam i życzę przyjemności w dalszym prowadzeniu bloga.
    Arek
    3 sierpnia 2015 o godz. 14:57

    Czyli według autora powyższego tekstu wystąpienie M.Tazbira było jak najbardziej w porządku. Brawo! To mamy przykład kultury w kręgach szachowych. A mnie zawsze mówiono, że szachy to królewska gra, a szachiści to mega inteligencja!

    OdpowiedzUsuń
  6. O ile już tego nie zrobił to "jutro" wprowadzi cenzurę i będzie dopuszczał tylko te posty które go wychwalają (z czym się wcale nie kryje bo sam napisał że popierające Marcina Tazbira nie mają na jego pseudoblogu racji bytu). A później nazywa te śmieszne pochwalne peany pod swoim adresem "dyskusją" pisząc że dyskusja w tym temacie toczy się dalej. Śmiechu warte.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tworzy się kult jednostki. Ciekawe, czy poplecznicy nowego Boga zrobili kiedykolwiek coś dobrego dla szachów. Tak zresztą, jak i on sam. Boja się przyznać, kim są i to daje wiele do myślenia. Przecież za ujawnienie się nikt im nic nie zrobi. Maja rację, więc warto odkryć przyłbicę. Ale tego nie robią, bo mają coś do ukrycia. Hejt w sieci jest popularny, bo łatwo opluć kogoś, kogo się nie zna. Teraz Konikowski odwraca konia ogonem i szuka autorytetów, którzy podeprą jego tezę. Ale okazało się, że nawet Jahr potwierdził, że Tazbir był uprawniony do gry. A to jego kumpel z Kujaw. Dobrze, że to zrobił, bo przynajmniej wyszła prawda. Jakby dokonał tego sprawdzenia przed opublikowaniem swojego artykułu, to zapewne by on tak fatalnie nie wyglądał. Może dzięki temu nauczy się, żeby pluć, jak ma się potwierdzone fakty. Dziwi tylko, że jego klan nie zrozumiał, że tu chodzi o to, że wykorzystywanie do opluwania czyjejś choroby jest poniżej krytyki. Wystarczyło powiedzieć przepraszam i było by po temacie. A tak naprawę wypadało najpierw zapytać Marcina, a potem opublikować. Żetelność dziennikarska to nie jest cecha tego pana. Bo to oni mają rację, a Tazbir jest tym złym, bo nie wytrzymał . Ciekawe, co zrobią, jak ich dopadną kłopoty ze wzrokiem?

      Usuń
    2. Facet żyje przeszłością , z wpisów JK.wynika że zatrzymał się na początku lat 90 i w tym mniej więcej miejscu niektórym świat się zatrzymał: ))) W dodatku tych kilku jego komentatorów, ponad stałą ekipę w liczbie słownie czterech, pomimo różnych nicków ma dziwnie zbliżony prawie juz niespotykany staroświecki styl wypowiedzi. Uważam że tak jak ja osoby które tam zaglądają przeglądaja partie czy wiadomości szachowe a "spory i wynurzenia" autora jak pisał klasyk o wyższości świat bożego narodzenia nad świętami wielkiej nocy- traktujemy z kabaretowym przymrużeniem oka jako lekko śmieszną egzotykę

      Usuń
    3. Wiele już razy występował podobny mechanizm, że najpierw się coś publikuje a później bada zagadnienie i ze zdumieniem stwierdza: " A jednak było inaczej". Jasne, że należało sprawdzić wcześniej przykładowo :jakie są kryteria dopuszczania do zawodów dla niewidomych i słabowidzących. A jak ktoś się zatroskał o stan zdrowia Marcina to nie musiał trąbić o tym publicznie.

      Usuń
  7. już mnie zablokował, nie mogę dodawać nowych postów. Zatrważające jest to, co dzieje się na tamtym blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego zatrwazajace, bardziej śmieszne. Tazbir odniósł się odpowiednio do prywatnych, na prywatnym blogu pisanych insynuacji. Zatrwazajace były by takie działania w oficjalnej publikacji a blog.. Cóż jaki Pan taki kram. A

      Usuń
    2. Tam jest Hyde Park ale tylko dla swoich przydupasów.Biorą delikwenta na warsztat i grillują.

      Usuń
    3. Najlepsze jest to, że obojętnie jakich argumentów użyjesz (niepodważalnych logicznie) to i tak riposty są bez sensu i nadinterpretowane są myśli ludzi, których posty komentują. Żenada.

      Usuń
    4. Ja się dziwię, że w ogóle zostały zamieszczone twoje wypowiedzi, w których pisałeś o ironii, sarkazmie i niechęci w poście na temat Marcina Tazbira. Mnie cenzura dotknęła bowiem już kilka dni wcześniej. Też próbowałem kulturalnie dyskutować na temat tego co jest przyczyną takiego a nie innego wpisu Marcina Tazbira i podobnie jak Ty uważałem, że jego odpowiedź nie była kulturalna, ale jednocześnie przyczyna jak dla mnie ewidentnie leżała w sposobie napisanie tego postu, który był insynuacją i prowokacją, a jednocześnie budowaniem własnej popularności na czyimś złym stanie zdrowia. Że użyję w tym miejscu określenia zastosowanego przez Marcina - trzeba być abderytą, żeby tak ewidentnej rzeczy nie widzieć. Tymczasem na rzeczonym blogu prawie wszyscy komentatorzy jak widzą, że ktoś kogoś opluwa to krzyczą że deszcz pada. Co więcej ja widzę, że oni naprawdę w to wierzą, że widzą tylko zwykłą mżawkę! Normalnie jakaś zbiorowa halucynacja!
      Dokładnie tak jak napisał powyżej jeden z anonimowych - na tamtym blogu jest "dyskusja" dopóki wychwalasz jego założyciela, a jak tylko śmiesz mieć odmienne zdanie to wraca cenzura jak za starych czasów. Moja historia skończyła się zarzuceniem mi przez jednego z komentatorów czegoś, czego nie powiedziałem a następnie ktoś inny zadbał, żeby moja odpowiedź się nie ukazała:
      "Dołek: Matowi2 wydaje się że wykazał, gdzie nazwaliśmy Tazbira oszustem. Chyba ja jestem ślepy, bo nic takiego nie mogę w naszych postach znaleźć."
      Na co moja odpowiedź +/- taka jak poniżej już się nie ukazała:
      Mat2: Nazwaliście Wy towarzyszu, czy nazwali wszyscy, czy nazwał jeden, ale wszyscy ponoszą za to odpowiedzialność? Bo kompletnie nie rozumiem użycia liczby mnogiej. To po pierwsze. A po drugie nigdzie nie napisałem, że ktokolwiek nazwał Marcina oszustem, tylko że w poście była taka insynuacja. Za pierwszym razem myślałem, że to tylko taki Twój skrót myślowy, ale widzę ze twardo przypisujesz swoje własne słowa (że Marcin został tu nazwany oszustem) mnie.
      Manipulacja moimi wypowiedziami doprawdy godna podziwu."

      Oceńcie sami, czy użyłem słów wulgarnych albo kogoś obraziłem...
      Zirytowała mnie ta cenzura odbierająca mi możliwość obrony przeciw fałszywym oskarżeniom, więc później jeszcze napisałem kilka postów w stylu, że jestem wzruszony tak przemiłą cenzurą, że wracają "stare, dobre" czasy, albo kolejny, że jeśli dokonuje się samoobwołania na stanowisko strażnika kultury i dobrego wychowania, to trzeba by się najpierw samemu takimi cechami wykazywać (a cenzurowanie dyskutantów na pewno do takich nie należy). Oczywiście żadna z moich wypowiedzi już się nie ukazała.
      Szczerze - należało nie zamieszczać na blogu posta Marcina Tazbira, skoro były tam wulgaryzmy i post nie nadawał się do publikacji, a nie później blokować normalnie dyskutujące osoby i co więcej dalej ośmielać się nazywać to jednostronne widowisko "dyskusją". Ale widać wszystko można wykorzystać do własnych nieczystych celów. Post Marcina nie tylko został upubliczniony, ale jeszcze później kilkukrotnie był powielany. Bo pasował do lansowanej tezy. Ale już normalnie dyskutujący adwersarze nie pasują.

      Usuń
    5. A... i jeszcze pojawiły się jakieś pretensje, że są tacy co latają po innych blogach i się tam obnoszą z przeciwnym stanowiskiem. Odpowiedziałem, że nie ma się co dziwić, skoro tutaj nie mogą go wyrazić bo są cenzurowani i że sam się nad tym zastanawiałem czy "nie polecieć". Oczywiście mój post nie został upubliczniony. No więc w końcu poleciałem :P Choć szczerze przyznam że zdecydowanie wolałbym bezpośrednią dyskusję niż coś co wygląda na wyżalanie się na innym blogu. Ale to tylko sobie samym mogą przypisać prowadzący tamtego bloga. Te same posty opublikowane tam byłyby po prostu dalszą częścią dyskusji.
      Część ludzi przekonała się już jednak dawno, że z niektórymi nie da się dyskutować. Ja, czy Mateusz właśnie zostaliśmy przekonani. I jak ktoś już to wcześniej napisał na tym czy innym blogu - zostanie tam nieliczne kółko wzajemnej adoracji.
      To przywodzi mi na myśl jeszcze 2 rozważania x. M. Malińskiego. Szczególnie drugie wydaje się być trafne do zaistniałej sytuacji:
      1. Chcesz naprawiać świat i ludzi: żonę, męża, dzieci, kolegów, swoje otoczenie. I wpatrzony w siebie wykorzystujesz swoje impresje, wrażenia, wywrzaskujesz swoje cenzurki, twierdząc, że zależy ci na prawdzie. A w gruncie rzeczy zależy ci na tym, aby przyznano ci rację, a nie aby komukolwiek pomóc. Chcesz naprawiać świat i ludzi. A ty ich tylko obrażasz, upokarzasz, ranisz, zniechęcasz, przygniatasz do ziemi, krzywdzisz, łamiesz swoją pychą, niedelikatnością, chamstwem. Bądź nauczycielem: patrz, co się dzieje we wnętrzu człowieka, który źle myśli. Wysil wszystkie swoje umiejętności, żeby mu pomóc. Musisz to uczynić tak delikatnie, aby on nawet nie zauważył. Aby nie czuł potrzeby podziękowania ci.
      2. Jeżeli nie spotkasz się z krytyką, to jeszcze nie dowód, że jesteś doskonały i nieomylny. To może świadczyć tylko o tym, że ludzie nie mają odwagi czynić ci uwag, bo się przekonali, że ich nie przyjmujesz. Doświadczyli, że uważasz się za doskonałego i nieomylnego. Jeżeli nikt nie podejmuje z tobą dyskusji, to znaczy, że jest z tobą bardzo źle.

      Usuń
    6. Wiedziałem to od dawna dlatego nie zamierzam podejmować " dyskusji" z panami z rzeczonego bloga, którzy sami będąc anonimami tytułują mnie jako "czołowego trenera Akademii". A ja publikuje pod własnym imieniem i nazwiskiem.

      Usuń
  8. Dla odprężenia :)i w temacie: na chesspro.ru ukazał się świetny, analityczny artykuł o Wei Yi arcymistrza Aleksieja Kuzmina. Polecam

    OdpowiedzUsuń
  9. Panie Waldemarze,
    A może by te wszystkie komentarze począwszy od wypowiedzi "Wladyslaw Kuciel 1 sierpnia 2015 19:46" przenieść pod oddzielny temat. Bo komentarze są ciekawe, widać że jest potrzeba wyrażenia opinii w tym temacie, a niestety wszystko podpięło się pod wątek dotyczący pięknej partii Wei Yi. Proponowałbym wyciąć to z tego miejsca i wkleić jako nowy temat. Choćby pod jakąś partią z komentarzem rozegraną przez Marcina Tazbira na tych właśnie mistrzostwach. Już wtedy będzie to dyskusja (choć na razie żaden z przeciwnie myślących nie zdecydował się zabrać tu głosu) zdecydowanie bardziej na temat :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bardzo wiem jak to technicznie zrobić. Chyba trzeba przekopiowywać wszystkie odpowiedzi kolejno ale nie ma tu jasności.

      Usuń
  10. "Mat" - bloga P. Konikowskiego śledzę od długiego czasu. Wcześniej chciałem już się wypowiedzieć, ale jakoś się nie złożyło. W przypadku M. Tazbira pofatygowałem się nawet, żeby założyć konto. Jak widać pozwolili napisać mi dwa posty :) Wcześniej chciałem napisać coś na temat opluwanego tam Wojtaszka (jak mantrę powtarzają, że udział u Ananda to był życiowy błąd) itd itp. długo by wymieniać. Sam wiesz najlepiej o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, bo ja też śledziłem tego bloga od dość dawna. I z punktu widzenia bieżących informacji ze świata szachowego jest to bardzo dobre źródło. Mnie z kolei do zalogowania się tam skłoniła parę m-cy temu powtarzana jak mantra manipulacja w wypowiedzi M. Krasenkowa o tym jakoby to rzekomo nastawienie na debiuty było śmiesznym podejściem. A to tylko skrót z jego faktycznej wypowiedzi, z resztą mało trafny, bo sens wypowiedzi był inny. I od razu dostałem ripostę od samego szefa, że jak mi się nie podoba, to mogę się stamtąd zabierać. Tylko mnie nie tak łatwo zniechęcić. Uważam że blog (dowolny) jest miejscem do dyskusji dla ludzi o wszelkich poglądach a nie jedynie zbieżnych z poglądami jego autora (tutaj też wyrażałem sprzeciw w stosunku do nazywania ich właśnie "zakutymi łbami" i jakoś autor niniejszego bloga nie kazał mi się z tego powodu wynosić)
      No ale jak już teraz zaczęli bezczelnie blokować moje komentarze to chyba jednak muszę przyznać że dopięli swego :P Zapewne mają powód do dumy i mają się z czego cieszyć :D

      Usuń
  11. a widzieliście to ? http://szacharnia.blogspot.com/2015/08/tazbir-ogra-niewidomych-we-francji-i.html to już naprawdę cios poniżej pasa. Zamiast cieszyć się z sukcesu chłopaka, to gość szydzi z niego. Przeciez Marcin miał prawo grać - więc grał i wygrał. Nie rozumiem ludzi, serio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od czasu tego wpisu nie pojawiło się na Szacharni nic nowego... W ogóle jakieś dziwne przestoje się tam zdarzają. Jednego dnia np 5 informacji, a przez następny tydzień nic. A kiedyś to ze 3 m-ce nic się nie działo. Przez takie dziury czytelnicy się wykruszają.

      Usuń
  12. Mam wrażenie że pan JK udaje głupszego niż jest i wrzuca celowo (lub odgrzewa stare) dziwne i mocno kontrowersyjne wpisy na swoim blogu, wciąż z miną niewiniątka i tłumaczeniem o prawie do swobodnej interpretacji słów i zdarzeń.Zastanawiam się dlaczego wciaż wracają stare tematy ?. Jest takie stare powiedzenie "jeśli nie wiadomo o co chodzi to wiadomo że chodzi o $ ". Mamy za małą wiedzę i za mało informacji ale czy rozważał ktoś ewentualność, czy może chodzić o zwiększenie liczby odsłon oraz wizyt na stronie bloga - wiadomo że liczba kliknięć i ma w dzisiejszej rzeczywistości bardzo wymierne znaczenie ???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kliknięcia może chodzić jako wyraz niby uznania, że takie to ciekawe, że blog poczytny, opiniotwórczy itd. A wszystko aby nakarmić ego.

      Usuń
  13. No i masz. Przez ostatnie 15 miesięcy ranking chińskiego talenta "trzyma poziom", a nawet lekko opadł. Nie jest łatwo zostać drugim Carlsenem.

    OdpowiedzUsuń