środa, 25 czerwca 2014

"Tradycja"





Rys.Andrzej Mleczko



Niestety niechlubną tradycją jest, że jakakolwiek wypowiedź, która nie jest zgodna z poglądami komentatorów blogu Jerzego Konikowskiego spotyka się z potokiem bzdur. 
Nawet, gdy postawić konkretne pytanie to można się spodziewać odpowiedzi o moim chamstwie, kompleksach albo o propagowaniu przeze mnie końcówek.
Ostatnio jeden z mądrali wywiódł, że pobicie niewidomych pochodzi w prostej linii od mojego zgubnego wpływu na młodzież!
Brawo! tak trzymać! Najlepsze tradycje "Trybuny Ludu" i "Gazety Wyborczej" wiecznie żywe!.
Nie bardzo wiem dlaczego rezerwują dla siebie głos w ważnych kwestiach dotyczących polskich szachów a ja mam pisać o dawnych czasach i komentować partie. Z jakiej racji? Przecież wielokrotnie padał argument, że to ja próbuje zamykać usta, ograniczać wolność słowa, że tu nie Korea itd.
A jak mam ochotę napisać o czymś co mnie nurtuje, nie podoba mi się, to co? Mam siedzieć cicho bo tak się Panom z blogu J.K podoba? Mają złudzenie, że wszyscy ich popierają?
A Pan Krzysztof chyba zapomniał co znaczy porozumienie, zrozumienie. Najwyraźniej według niego oznacza to, że Panowie piszecie co Wam się podoba i jak Wam się podoba ale ja mam siedzieć cicho.
No to się nie zrozumieliśmy.
Nowością jest stwierdzenie, że jakiś temat był już omawiany wielokrotnie. Pisze się tak wtedy, gdy już brak argumentów tak jak w przypadku rzekomego niszczenia juniorów albo "przeskakiwaniu" debiutu.
Piszący uparcie udają, że niczego nie widzą i nie rozumieją albo rzeczywiście tak jest.
Zamiast podjąć temat. Ale polemika jest obca tym ludziom bo nie mają żadnych argumentów poza osobistymi wycieczkami.
Ale niech piszą. Dają tym tylko świadectwo własnej mizeroty. 
Zresztą jakby co to zawsze mogą się powołać na "rewelacje" doskonale imitującego istnienie Zb.N.
Jak już szukają chama i prostaka to mają go blisko siebie...
Chwała walczącym o dobro polskich szachów!




poniedziałek, 23 czerwca 2014

"Niewiedza"












Jerzy Konikowski jak zwykle udaje, że nie wie o co chodzi i jak zwykle czuje się atakowany. Chciałbym przypomnieć, że zalecił on J.K.Dudzie "rozszerzenie" repertuaru debiutowego a nie przejście na 5.0-0. 
Wszyscy wiedzą ( a Janek przede wszystkim) jakie pozycje powstają w obu przypadkach. Wybór tej czy innej strategii to wspólna decyzja Janka i jego trenera. Już w czasie turnieju w Holandii pisałem kto jest trenerem Janka i kto z nim jest na turnieju. 
Nawet jeśli J.K nie czyta mojego bloga to jakiś jego fan pewnie mu to zapodał.
Zresztą J,K zna bardzo dobrze Andrzeja Filipowicza a Andrzej się doskonale orientuje w sprawach personalnych. Dlatego wyjaśnienie J.K jest żenujące.
Nie wiedzieć kto trenuje najlepszego polskiego juniora to nawet trudno określić co to jest.
Użyłbym określenia "skandaliczne" bo to ulubione przez J.K i tu akurat pasuje jak ulał.
J.K myli też pracę przy składaniu książek debiutowych ( bo przecież ich nie pisze) z działalnością trenerską. Nie ma to wiele wspólnego.
Niestety podobny poziom wiedzy prezentują "amator" 'szachista" i inni komentatorzy z blogu J.K.
Ich wciąż powtarzające się kłamliwe teksty o MASZ są zdumiewające. Nie mają pojęcia kto i czego tam uczy ale nie przeszkadza im to aby źle pisać i o tematyce i wykładowcach.
Nie rozpoznają różnicy pomiędzy przeskakiwaniem  debiutu a "przeskakiwaniem debiutu".
Przynajmniej dwa razy to wyjaśniałem ale gdzie tam. 
Traktują to dosłownie i jeszcze wmawiają, że ja tak do tego podchodzę.
I to są ludzie dbający o dobro polskich szachów? 
To ja dziękuje już Panom!






"Wujek dobra rada"






"Tajemniczy" trener J.K.Dudy





Tytułowa postać jest rodem z kultowego "Misia" . I choć we wspomnianym filmie udzielił on prezesowi dobrej rady w sprawie wyjazdu do Londynu to obecnie jest synonimem nikomu niepotrzebnych porad .
Podczas trwania turnieju Tata Steel  Jerzy Konikowski zalecił J.K.Dudzie granie w partii hiszpańskiej w 5 pos. 0-0 zamiast 5. d3 przy okazji partii Duda-Muzyczuk. Jakiś czas temu J.K przypomniał tą rekomendację, twierdząc, ze zalecił Jankowi rozszerzenie repertuaru debiutowego jako doświadczony trener.
Jerzy Konikowski miał kilka miesięcy na przemyślenie swej, rzekłbym skandalicznej wypowiedzi ale jak widać refleksja nad tym co napisał jest mu zupełnie obca.
Mam proste pytania na które może ktoś z wielbicieli J.K odpowie bo on sam zachowa pogardliwe milczenie jak mniemam.

1) Jak można zalecać w ramach rozszerzenia repertuaru granie posunięcia, które zawodnik stosuje w praktyce od dawna? Może należało pierwej sprawdzić w dowolnej bazie. J.K zapewne korzysta z Mega Database a tam możemy znaleźć partię Janka w 5.0-0 z 2008 roku. A i później też tak grywał.

2) Jak można zakładać, że zawodnik o rankingu powyżej 2500 nie wie o istnieniu roszady w piątym posunięciu? I , że nie orientuje się w charakterze walki w obu strukturach.?

3) Jak długo będzie trwało udawanie, ze Janek nie ma trenera?

Nie przypominam sobie aby na blogu J.K wspomniano o jego trenerze, że nie wspomnę o podaniu imienia i nazwiska. Przecież to nie brak informacji jest przyczyną. Zawiść to byłoby najwłaściwsze określenie bo nie widzę innego powodu.
O swej współpracy z Wojtaszkiem i Najditschem J.K wspomina często a tu jakoś nie przechodzi mu przez klawiaturę imię i nazwisko Leszka Ostrowskiego.
Jednego z trenerów MASZ dodam. Ciekawe czy też jest zaliczany do zaszczytnego grona "leśnych dziadków"?
Danie takiej rady jest jakby puszczeniem oka za plecami trenera Janka. Leszek jest trenerem doświadczonym i jak dla mnie bardziej wiarygodnym od Jerzego Konikowskiego.
Przede wszystkim dlatego, że od wielu lat jest obecny w każdej fazie treningu swych podopiecznych oraz na każdym turnieju, gdzie startują. Planuje ich starty , odpowiada za przygotowania planów pracy, przygotowania do partii. I jakoś sobie z tym radzi całkiem nieźle.
To coś innego niż udzielanie wygodnych, nieodpowiedzialnych porad przez kogoś kto nie wiadomo jak dawno nie był na turnieju i nie wiadomo kiedy ostatnio trenował przy szachownicy.
O ile wiem Janek nie czyta tych niedorzeczności a Leszek zachowuje spokój więc J.K może sobie albo darować takie porady albo kompromitować się dalej. 
Jak wiadomo Andrzej Filipowicz jest bardzo krytycznie nastawiony do polityki PZSzach ale potrafi docenić osiągnięcia zawodników i trenerów i napisał po ostatnich Mistrzostwach Polski kilka ciepłych słów o współpracy Leszka i Janka . Tak się mimo różnicy zdań wspiera polskie szachy a nie poprzez ignorowanie faktów i osobiste uprzedzenia!.
A podobno Panom na blogu J.K leży na sercu dobro polskich szachów a Janka w szczególności ...





piątek, 13 czerwca 2014

Wielki Poprzednik











9 marca 2014 Robert James Fischer świętowałby 71 urodziny. Z tej okazji odwiedził grób Fischera w Selfoss ( ok 30 km od  Reykjaviku ) wielki Garri Kasparow. Wpisał się do księgi pamiątkowej , udzielił wywiadu ale przede wszystkim był tam i tym samym wyraził swój szacunek dla Wielkiego Poprzednika. Szczegóły są dostępne pod adresem http://www.chess.com/news/historic-moment-in-chess-kasparov-at-fischers-grave-4016




Wywiad jakich mało









W ostatnim numerze "Mata" ukazał się wywiad z Grzegorzem Gajewskim, jednym z naszych czołowych arcymistrzów. Wiele zdumiewających wniosków wysnuto z wypowiedzi arcymistrza.
Chciałbym przede wszystkim zauważyć coś o czym  w ogóle nie wspomniano czyli szczerości a zatem i autentyczności wypowiedzi.
W naszej kulturze rzadko kto przyznaje, że doszedł "do ściany" w sensie poznawczym, sportowym.
Raczej normą jest "prężenie" się i udawanie kogoś kim nie jesteśmy byle tylko wypaść lepiej .
Tymczasem Grzegorz bez wstydu przyznaje, że ugrzązł w miejscu. Jak dla mnie nie ma znaczenia czy taka deklaracja pada w wieku 30 czy 50 lat. Czy tak jest rzeczywiście i czy coś można na to poradzić?
Nie wiem ale chciałbym życzyć Grzegorzowi jak najlepiej bo przecież takie chwile bywają u każdego.
Szczególnie dziwią mnie opinie na  ten temat ludzi, którzy nigdy nie byli zawodowymi szachistami i mogą tylko krytykować co przychodzi im z tym większą łatwością, że nie znają zagadnienia i nie mają żadnych hamulców.
Nie zgadzam się także z opinią o rzekomym ataku Grzegorza na J.K Dudę i doszukiwanie się w tym jakiegoś celu.
Raczej jest to opinia doświadczonego zawodnika, który niejedno widział i patrzy realnie na wzrost Janka. 
Jasio oczywiście ma braki ale może je usunąć . Taką opinię wyraził także Grzegorz.
Sam przyznaje, że trudno mu grać z Jasiem Krzysiem mimo przewagi wiedzy debiutowej.
Oczywiście kibicuje Jankowi i jego trenerowi-Leszkowi Ostrowskiemu . Zdaję sobie sprawę w jak trudnym są położeniu. Nie mogą i nawet nie powinni liczyć na pomoc polskiej czołówki.
Tu zgadzam się z opinią Andrzeja Filipowicza, że Janek nie powinien z nikim z nich pracować tylko ich ogrywać. Widziałem już efekty takiej współpracy, które były w dalszej perspektywie zdecydowanie negatywne.
Widziałem w akcji Leszka Ostrowskiego nie jeden raz i wiem, że wszelkiego rodzaju podjazdy i ataki traktuje jako wyzwanie i zrobi z tego właściwy użytek obracając na korzyść podopiecznych.
Natomiast osobną sprawą jest stosunek czołówki do Janka. Nie podejmuje się tworzyć jakiejś specjalnej opinii ale gdyby nawet drużyna przyjęła go powiedzmy powściągliwe to zawsze młodzi budzili mieszane uczucia. Z jednej strony wiadomo, że nadejdą i muszą zmienić "starych" ale dlaczego tak zaraz? 
Może warto przy ocenie Radka Wojtaszka także zobaczyć czy może nie doszedł on do "ściany".
Przynajmniej w tym momencie. Łatwo jest krytykować ale może nie jest w stanie w tej chwili grać lepiej? Oczywiście życzę mu jak najlepiej!






poniedziałek, 9 czerwca 2014

Roszada jednak się przydaje...





Grigorij Levenfisch




Ostatnio napisałem o osobliwościach robienia bądź nie robienia roszady. Na temat króla zostawionego w centrum na pastwę figur przeciwnika napisano całe książki. 
Do przebogatej skarbnicy przykładów na ten temat dodam jeszcze jeden, który poraża swą energią w ataku na króla. W uwagach wykorzystałem komentarze zwycięzcy oraz analizy programu Fritz 13.










niedziela, 8 czerwca 2014

Kto to jest?








                                               Proszę o podanie nazwisk pięciu Panów ze zdjęcia





sobota, 7 czerwca 2014

Z roszadą w pamięci...










Dawid Bronstein zadziwia mnie do dziś swoimi pomysłami w każdym stadium partii. Proponuję poniższą partie w charakterze przykładu na to jak błędne bywa mniemanie, że należy szybko roszować. 
Dodam jeszcze dwie anegdoty. 
W roku 1976 po zwycięstwie w Sandomierzu udało się zaprosić Dawida Bronsteina do Warszawy w trakcie trwania kursu trenerskiego na AWF.
Arcymistrz pokazywał oczywiście partie ze zwycięskiego turnieju i w trakcie zadawał różne pytania aby pobudzić nasze myślenie. W jednej z pozycji po typowym pytaniu "Co teraz zagralibyście"? jeden z naszych mm. odpowiedział: " Roszadę, roszada jest zawsze dobra".
Bronstein uśmiechnął się i zapytał: " Gdy macie w domu butelkę wódki to musicie ją od razu wypić?"

Druga anegdota dotyczy moich prób nakłonienia juniora do tego aby jednak robił roszadę. Junior był twardy i w charakterze argumentu przytoczył mi 10 partii w których świadomie nie robił roszady. Uzyskał 2 punkty w tym w jednej z wygranych partii przeciwnik w kompletnie wygranej podstawił wieżę!
Jednak uważał , że ma rację!
W poniższej partii użyłem komentarzy D. Bronsteina z książki " Uczennik czarodieja" M-RIPOL klassik 2004.












sobota, 17 maja 2014

Trener i uczeń





Pobrałem z ImmortalChess




Wpis ten jest kontynuacją poprzedniego. Wstęp do książki o Bolesławskim ( Grossmeister Bolesławski - Moskwa 1981) napisał Tigran Wartanowicz Petrosjan.

Oto ciekawe fragmenty dotyczące ich współpracy:
" W roku 1959 nie bez nieśmiałości zwróciłem się do Izaaka Bolesławskiego  z propozycją współpracy. 
Szachista światowego formatu, pożądany pomocnik dla każdego szachisty mógł wybrać swego podopiecznego zgodnie ze swym gustem i szczerze mówiąc nie tylko ucieszyłem się ale i nieco zdziwiłem jego zgodą. 
Wielkich szachistów którzy dość wcześnie wybrali dla siebie rolę trenera , niewielu: Bondarewski, Bolesławski, Furman, Tołusz...  Trudno przedłużyć ten spis. 
Ludzie o różnych losach życiowych , rożnych charakterach, różnych poglądach szachowych .
Każdy z nich posiadał tylko jemu właściwe podejście do tych szachowych i około szachowych problemów jakie wynikają przy współpracy.
Niestety należy skonstatować, że wszyscy oni przedwcześnie odeszli z życia ( kto wie ile siwych włosów pojawiło się u nich w czasie wystąpień ich podopiecznych w odpowiedzialnych turniejach) i zabrali ze sobą ich trenerskie sekrety.
Niedawno Spasski w rozmowie ze mną wspominał o pewnych ćwiczeniach wymyślonych przez Bondarewskiego specjalnie dla niego.
Według słów ex-mistrza po tych ćwiczeniach następowały jakby przebłyski jasności umysłu. 
Wspominając naszą współpracę na przestrzeni dziesięciu lat ze zdziwieniem zauważyłem że z jednej strony kontakt z Bolesławskim bez wątpienia przyniósł mi olbrzymie korzyści daleko wychodzące poza ramki analizy odłożonych partii i debiutowych konsultacji.
Przy tym przy braku jakichkolwiek specyficznych ćwiczeń.
Nasze zajęcia szachowe w których czasem uczestniczyli także inni szachiści nosiły charakter dyskusji. Każdy z nas mógł wyprowadzić tezę i bronić jej, podlegając niekiedy dość zjadliwej  krytyce oponenta. Nigdy nie byłem zwolennikiem stawiania na pierwszym planie wiedzy debiutowej.
nawyk rozgrywania bez strachu przed złymi pozycjami rozgrywać różnorodne warianty i pozycje stopniowo wpoiła we mnie wiarę w możliwości obronne w trudnych pozycjach, wypracowała nawyki gry w takowych.
I oto, gdy wierny sobie, w procesie analizy niekiedy proponowałem posunięcie nie wyróżniające się znakiem jakości, Izaak. Jefremowicz nawet się nie spierał, tym bardziej nie obalał go.  
Mówił tylko"Aby tak grać nie należy się przygotowywać" i temat był zamknięty.
Jednak z boku zapewne dość zabawne było było patrzeć, gdy w analizie poważnego problemu nie mogliśmy dojść do wspólnego punktu widzenia. Obaj się "nakręcaliśmy" , chociaż praktycznie ani razu prze te wszystkie lata nie mieliśmy popsutych kontaktów z powodu przecież nieuniknionych szachowych  poprawek. Izaak Jefremowicz jako uosobienie delikatności w stosunku do swego podopiecznego, ja ze szczerego szacunku dla niego zawsze zachowywaliśmy poprawność w stosunku do naszych szachowych cech .
Bywały sytuacje, gdy mój punkt widzenia przeważał. Izaak Jefremowicz nie mógł mnie przekonać wariantami i temat był zakończony. Szachowa karawana kontynuowała swą podróż.
Lecz bywało i tak , że po znacznym upływie czasu na początku kolejnego treningu, zanim przystąpiliśmy do  omówienia kolejnego zagadnienia, mój trener rozstawiał szachy z dawno już rozpatrywaną pozycją i z olimpijskim spokojem, za którym czuło się triumf człowieka, który wykazał swą prawdę, pokazywał mi to czego nie wzięliśmy wcześniej pod uwagę.
Przed meczem o mistrzostwo świata w roku 1963 pytano mnie często " Kto jest waszym sekundantem i jak jest dobry?" Odpowiadałem: " Bolesławski - wspaniały sekundant i oddany przyjaciel. Jeśli nawet przegram to jego winy w tym nie będzie". Jednak we wszystkich moich sukcesach, jakie osiągnąłem w czasie naszej współpracy jest ogromna "wina" Izaaka Jefremowicza Bolesławskiego i na zawsze zachowam wdzięczną pamięć o tym wspaniałym szachiście i człowieku.




środa, 14 maja 2014

Jeden z Gigantów









Jako człek starszy pamiętam czasy, gdy książek szachowych było jak na lekarstwo. Gdy zacząłem swą przygodę z szachami pojawiły się całkiem dobre jak na tamte czasy książki Ludka Pachmana z zakresu teorii debiutów. Miałem tylko dwa tomy ( z chyba czterech) ale była to olbrzymia pomoc. Nieco później w NRD zaczęły wychodzić książki Izaaka Bolesławskiego. Był czas, gdy ten małomówny człowiek o dobrodusznym wyglądzie walczył o prawo gry o MŚ z Botwinnikiem . W sensie sportowym był w tym czasie trzeci na świecie. Jednak tego wówczas nie wiedziałem bo niby skąd. Jakiś czas później pojawiła się w Polsce cała masa książek w języku rosyjskim i dopiero wtedy miałem więcej informacji o nim.. Pożyczyłem też zbiorek jego partii ale wstęp napisał on sam i chyba wierny swej naturze zawarł wszystko co chciał na półtorej stronie!
Książki Bolesławskiego moim zdaniem były napisane na bardzo wysokim poziomie. Sporo było w nich analiz i jak dla młodego początkującego szachisty były wspaniałe!
Później miałem okazję głębiej wchodzić w świat postaci szachowych i zadziwił mnie ten skromny człowiek.
Partia, którą chce pokazać jest niesamowita z uwagi na to, że niezwykle skomplikowany wariant w partii hiszpańskiej został zagrany pierwszy raz . Wymagało to odwagi i nieprzeciętnych zdolności analitycznych.
A nie było wówczas komputerów. Mam wrażenie, że Bolesławski bardziej się spełnił jako analityk niż praktyk. Z pewnością nie miał instynktu zabójcy . Trudno jest zmierzyć jego wkład w rozwój teorii partii  hiszpańskiej, obrony sycylijskiej czy królewsko-indyjskiej.
Suetin, który napisał książkę o Bolesławskim zwraca także uwagę na rozpracowanie przez niego idei strategicznych takich jak długofalowa ofiara pionka czy gra ze "słabym" pionkiem na d6 w obronie królewsko-indyjskiej i obronie sycylijskiej.
W poniższej partii wykorzystałem uwagi Bolesławskiego z książki "Izbrannyje partii" Moskwa 1957.











środa, 7 maja 2014

Nosorożec












Pan Krzysztof jak widzę nie chce zrozumieć, że nie wszystko o czym piszemy jest kwestią interpretacji. Przykładowo w kwestii niszczenia talentów to jest pogląd , interpretacja czy wymysł?
Chciałem aby Pan zwrócił uwagę na kolejność występowania osób i wypowiedzi bo to ma kolosalne znaczenie . Otóż po apelu  - prośbie zachowałem spokój bo chciałem zobaczyć co z tego wyniknie od tzw. Waszej strony. I doczekałem się od Krystiana tego czego Pan nie chciałby widzieć w polemikach, czyli ataku personalnego.Czy może Pan odebrał tą wypowiedź jako rzeczową i stonowaną emocjonalnie.?
Na swoim blogu komentuję większość wypowiedzi .
Rozumiem, że nie ma Pan wpływu na to co napisze Krystian ale przyzna Pan, że jak się występuje z takim apelem prośbą to może należałoby jakoś zareagować . Przecież ta właśnie wypowiedź świadczy o fikcyjności apelu - prośby. Chyba jest to jasne? 
Ale Pan nie zareagował . A była okazja okazać dobrą wolę. I co?
Wystarczyło zwrócić uwagę i tyle.
Wielokrotnie zadawałem pytania i proponowałem polemikę ale nigdy się nie doczekałem niczego poza atakami personalnymi. 
Ostatnio od J.K i Krystiana.
Pokażcie jak Wy to robicie a później apelujcie a nie odwrotnie bo  jest to nieuczciwe.
Przyjmuje przeprosiny i sam także przepraszam Pana.
Pana osobiście!


A Krystianowi dedykuję króciutki wierszyk. Autor: Obden Nash

Nosorożec
Nosorożec - zwierz brzydki.
Małe z niego pożytki.
Sytuację uproszczę: 
Żegnam Cię , nosorożcze 

"PS" Wypada mi podziękować pozostałym komentatorom z blogu J.K, że nie włączyli się do akcji Krystiana. Jednocześnie chciałbym aby piszący komentarze do mojego bloga docenili tą chwilę.



Ściema





Rysunek Sławomira Mrożka






Wystarczyło poczekać niezbyt długo aby okazało się, że "prośba i apel" to zwykła ściema.
Oto tego samego dnia J.K daje wpis w, którym przypisuje mi to co najgorsze i żąda od wciąż krytykowanych przez siebie władz PZSzach aby mnie odsunęły od pracy z młodzieżą. Następnie ukazuje się płomienny wpis Pana K.K i komentarze do niego niejakiego Krystiana i samego K.K. 
I cóż z tego wynika?
Ano ja rozumiem, że apel, gdyby był tym czym być powinien, dotyczyłby wszystkich a nie tylko mnie i ewentualnie Krzysia Jopka bo użyto liczby mnogiej. I tych co u nas piszą
To ma być prośba i apel? A widać wyraźnie, że jesteśmy "my" , którzy mamy rację i "oni", którzy nie mają . Zacznijcie od siebie. A tu Krystian się odzywa i za chwilę pojawią się inni.
I znów to samo. Czemu najpierw tego sami nie zrobicie u siebie?
Bo wystarczy mieć "rację" a raczej takie przekonanie?
Czyli Wam wolno a nam nie? Tak w skrócie.
"Żyj i daj żyć innym" oraz ten "wizerunek polskich szachów".
Piękne to ale pozwólcie, ze zapytam: Czy to dobrze dla wizerunku polskich szachów, że od wielu lat trwa nagonka na polskich trenerów, na MASZ?
Niczego nie wiemy i "powinno się wymienić nas na młodszych". Bo my "leśne dziadki"
A jakie mają wyniki Ci anonimowi trenerzy?  Z całym szacunkiem pytam . Młodzi i to jest ich jedyny atut chyba.
Nawet wielokrotnie zarzucano nam, że niszczymy talenty , zniechęcamy do gry.
I wyszło na to, że przerzucamy odpowiedzialność na dzieci i rodziców.  Za podejmowanie ważnych decyzji życiowych.
Chociaż fakty temu przeczą wciąż jest powielany ten wizerunek polskich szachów. I tak jest dobrze?
A na konkretne pytania nie odpowiadacie, wszędzie wietrząc nienawiść , chamstwo itd. Zamiast po prostu odpowiedzieć na kilka prostych pytań produkujecie baśnie o staniu na głowie i pożeraczu ostatnich ciasteczek.
Oskarżano mnie przykładowo o ataki na Krzysia Pańczyka. Nie rozumiem tego zupełnie!.
Napisałem tylko tytułem sprostowania dlaczego był w Akademii tak krótko. To była decyzja na podstawie wniosku młodych ludzi , biorących udział w zajęciach z K.P.
Nie żadna intryga. Poza tym nigdy nie kwestionowałem osiągnięć edytorskich K.P bo jak miałbym to zrobić. Napisał sporo . Znacznie więcej ode mnie .Takie są fakty i nigdy z tym nie polemizowałem. Tyle, że ilość napisanych artykułów i książek nie przekłada się na bycie dobrym trenerem, zwłaszcza, że nigdzie na żadnym turnieju nie widziano K.P jako opiekuna i nic nie wiadomo o jego ewentualnych podopiecznych.
Dorobek edytorski jest jednym z pozytywnych czynników przy ocenie ewentualnego trenera ale nie jedynym i ostatecznym.
Mógłbym tak wyliczać ale po co?
Najwyraźniej "prośba i apel" nie dotyczą tzw: "Waszej" strony.
To gdzie jest niedźwiedź?






poniedziałek, 5 maja 2014

Gdzie jest niedźwiedź?





Rys. Andrzej Mleczko



Był taki dowcip:  Mao  i Breżniew wybrali się na polowanie i upolowali niedźwiedzia. Breżniew udał się po pomoc, a Mao został pod drzewem pilnując trofeum. Gdy wrócił okazało się, że Mao siedzi pod drzewem sam.
- Gdzie niedźwiedź - pyta Breżniew? 
- Jaki niedźwiedź? - pyta Mao.
- Mao - powiada Breżniew - byliśmy na polowaniu i upolowaliśmy niedźwiedzia.
- No tak, upolowaliśmy. 
- I tu leżał pod drzewem.
- No leżał . 
- To gdzie teraz jest? 
- Kto?
- No ten niedźwiedź? 
- Jaki niedźwiedź? itd.
Wniosek był taki, że rozmowy radziecko-chińskie trwają nadal.

Mniej więcej tak wyglądają "polemiki" z J.K i K.K jeśli chodzi o sedno zagadnienia. Wszystko toczy się w kręgu winy , rozliczenia i kary, choćby w formie potępienia. 
Jeśli tak rozumować to rzeczywiście "winni" są młodzi ludzie i ich rodzice.
"Winni" tego, że wybierają coś bardziej pewnego. Nie mają odwagi itd.
Swą własną decyzję J.K skwitował jednym zdaniem. Po prostu postanowił zostać trenerem. Jego decyzja, jego sprawa. Tyle, że inni też dokonują wyborów i nawet nie znamy szczegółów . To może przestać tu komuś przypisywać jakieś niecne intencje. I przestać rozliczać . 
Z kolei K.K twierdzi, że MASZ nie ma perspektywy i przygotowuje do gry w lokalnych turniejach. 
A MŚ i ME to też lokalne turnieje? . Nawet najzdolniejsi adepci chodzą do szkoły i nauka jest najważniejsza dla rodziców. Proszę ich przekonać, że przydałby się indywidualny tok szkolenia.
Mnie nie trzeba przekonywać ale nie mam też niczego do powiedzenia bo nikt mnie nie pyta.
W tej sytuacji można tylko zlikwidować MASZ i najlepiej PZSzach tylko czy to posłuży polskim szachom? 
Może w naturalny sposób pojawi się taki jakiś Carlsen?
A może niech rodzice podpisują zobowiązania, że każdy kto jest w MASZ ma mieć indywidualny tok szkolenia? Może dyrektorzy szkół się zgodzą? 
O jakiej perspektywie mówimy? MASZ daje szansę ale przecież nie można niczego zrobić na siłę.
Wyższe uczelnie także zapewniają , przynajmniej teoretycznie możliwość zostania wybitnymi naukowcami a Pan K.K jakoś stanął w miejscu...
Za pieniądze podatników .
Czemu nie został profesorem albo choćby docentem?
Pewnie były jakieś powody. Czy ktoś był winien? Jeśli tak to kto?
Można tak dalej ale w jakim celu? 
Mnie to tak naprawdę nie obchodzi .Tyle, że mając na co dzień do czynienia z adeptami, niekiedy bardzo zdolnymi nie oceniam ich wyborów życiowych.
A jeśli coś wiem na ich temat to jestem związany zobowiązaniem wobec rodziców i uczniów.
Kilka razy pisałem o tym ,że mamy jako MASZ możliwość sprawowania opieki na adeptami przez około miesiąc w roku. I ten argument nie został w żaden sposób zauważony.
Tylko pomyje na głowy działaczy, trenerów.
Raz tylko wyrwało się J.K po którym z rzędu sukcesów J.K Dudy, że mamy jednak w Polsce dobrych trenerów. A przecież J.K.D trenuje z Leszkiem Ostrowskim od lat. A sam Leszek jest trenerem w MASZ. Tyle, że przy ocenie sukcesów "krytycy" starannie unikają tego tematu .
Tak jakby sukcesy J.K.D wzięły się z powietrza...
To gdzie jest niedźwiedź?





niedziela, 4 maja 2014

Kto zjadł ostatnie ciastko?






Rys.Andrzej Mleczko



W odległych czasach Jacek Bednarski został zdyskwalifikowany przez PZSzach za tzw. 
"całokształt".Czytałem wyjaśnienia Jacka . Maszynopis zawierał relację z chyba ośmiu epizodów, które złożyły się na ową dyskwalifikację.  Czas zatarł już szczegóły. Pozostał obraz barwny , obfitujący w ekscytujące wydarzenia. 
Całość zawarta w teczce została oddana do ewentualnej korekty Rafałowi  Marszałkowi z, którym
 wspólnie śledziliśmy kolejne wątki, jako ludzie życzliwi rozlicznym talentom Mistrza.
W rezultacie dyskwalifikacji Jacek nie pojechał na Olimpiadę. 
Był postacią bardzo znaną w światku szachowym i nie jest dziwne, że jakiś jego przyjaciel  zapytał członka naszej reprezentacji o powód absencji Jacka.
"Był zamieszany w kradzież" - brzmiała odpowiedź "życzliwego"
Tak mi to zrelacjonował Jacek po jakimś czasie.
Pamiętając zawartość owej teczki zapytałem: "A byłeś?"
"Byłem" - odparł .
Byłem najwyraźniej jednym wielkim znakiem zapytania bo Jacek, bawiąc się chwilą rzekł: " Byłem zamieszany w kradzież w tym sensie, że to ja zostałem okradziony".
Tak wyglądała mniej więcej sytuacja z ciastkiem. Jakiś urwis zwinął mi ostatnie ciastko sprzed nosa ( płci dziecka nie pomnę) ale specjalnie się nie zdenerwowałem bo był tam tzw: "szwedzki stół".
Jestem w Polsce znany z tego, że odbieram ciastka , głownie małym dziewczynkom. Chłopców się boję bom starszy człowiek a taki urwis to może kopnąć i uciec.
Jak do tej pory udawało mi się ale po ME postanowiono ukrócić ten niecny proceder z uwagi na możliwość konfliktu międzynarodowego.
Na utajnionym zebraniu Komisji Młodzieżowej zobowiązano mnie do odnalezienia owej dziewczynki, przeproszenia jej oraz zakupienia dla niej tortu.
Jest to trudne ale nie ustaję w staraniach.




środa, 30 kwietnia 2014

Marzenia wracającego






Pobrałem z ImmortalChess




Wymysłom i kłamstwom na blogu J.K nie ma końca ale temu już przestałem się dziwić. Nie jest mi dostępne zrozumienie jak można funkcjonować w takim świecie. Wszystko się przecinacza, zmyśla tylko po to aby mieć "rację".
Dowiedziałem się, że odmawiam merytorycznej dyskusji przykładowo. Zgadza się tylko, że to byłe "merytoryczna dyskusja" a cudzysłów stanowi podstawową różnicę. Ale widocznie tak jak z cytatami tak jest i ze wszystkim na tym blogu.
Jestem jedynym ,który napisał o tzw"przeskakiwaniu debiutu" przez Carlsena zatem jak rozumiem wszelkie szydercze uwagi pod adresem jakichś nieokreślonych trenerów co to zachwalają dotyczą mnie.
Proponuje zapoznanie się z poniższym wpisem:
Tu także użyłem cudzysłowu . Czy ludzie z bloga J.K nie potrafią czytać, czy nie mogą zrozumieć prostych tekstów?
Cudzysłów wskazuje przecież na umowny charakter tego terminu. Wyjaśniłem przecież , że jest to przenośnia bo dosłownie nie daje się przeskoczyć debiutu w sensie pominięcia tej fazy gry.
A tymczasem Panowie wmawiają mnie właśnie, że to ja dosłownie traktuje ten termin. 
Przy tym są podawane zupełnie bezsensowne przykłady owego przeskakiwania w postaci partii Motylew -Wojtaszek! 
Człowiek poszedł na wariant, dostał nowe posunięcie i nie poradził sobie. Gdzie tu przeskakiwanie lub "przeskakiwanie" debiutu? .
Gdyby chciał coś takiego zrobić to nie wszedłby chyba w tak zobowiązującą pozycję.
Ale najłatwiej jest sprzedać kopniaka. A to, że jeden z Panów powtórzył w skrócie to co napisałem na blogu o "przeskakiwaniu" to bez znaczenia. On świetnie to ujął a ja się mylę. Taki paradoks logiczny.
I knajacki język i nienawiść... A może piszę ze "specyficznym smaczkiem"? 
A jak J.K nazwał mnie "małym pikusiem" to rozumiem, że było pieszczotliwie?
I znalazłem się w jednym worku z M. Krasenkowem z uwagi na pogardę dla szarego szachisty itd.
Nigdzie nie pisałem w liczbie mnogiej tylko do Pana K.K z uwagi na jego status w szachach. Przynajmniej tak jak ja to widzę. Proszę mi nie wciskać, ze obrażam słabszych od siebie itd.
Kłamstwo! Nie pierwsze i zapewne nie ostatnie. 
Człowiek krytykuje MASZ, program szkolenia ,trenerów bez odpowiedniej, choćby minimalnej wiedzy na ten temat i uważa, że to normalne! A wszyscy się mylą. A później z mentora zamienia się w ofiarę ataków bo nie wie dlaczego. Czemu jego to spotyka?
I ta demagogia o podatkach i wszystkie te bzdury...
Ale cóż Panowie!. Piszcie tak dalej a niezależnie od ilości wejść ludzie będą śmiać się z Was bo każdy , który potrafi wyciągać wnioski zobaczy co jest na rzeczy.
Takie to marzenia wracającego ( do szachów )...