sobota, 28 marca 2015

Ważny wywiad









W nr 2 "Mata" ukazał się wywiad z Radosławem Wojtaszkiem, który moim zdaniem powinien przeczytać każdy kto interesuje się na poważnie polskimi szachami oraz karierą Radka w szczególności. 
Pozwolę sobie zacytować kilka fragmentów i rozwinąć je , jako, że dotyczą aktualnych dla polskich szachów zagadnień.
Wywiad przeprowadził z Radkiem ( R.W) nowy redaktor Prowadzący " Mata" - Paweł Dudziński (P.D).
Swoje komentarze oznaczyłem kursywą.

(P.D)
W wywiadach często podkreślasz, że Anand był Twoim idolem od najmłodszych lat i , że praca dla niego w latach 2007-2014 bardzo wiele ci dała pod względem sportowym. Czy zatem uważasz, że nie doszedłbyś do tego miejsca ,w którym teraz się znajdujesz , gdyby nie współpraca z mistrzem świata? Samodzielny trening, wyłącznie dla siebie- byłby gorszy?

(R.W)Kiedy zaczynałem z nim pracować miałem ranking chyba w granicach 2600 i tak naprawdę od dwóch lat przestałem progresować . Byłem bardzo zdolnym juniorem ale w Polsce nie za bardzo miałem się od kogo uczyć. Jest to u nas powszechny problem; ktoś dochodzi do 2600 i staje, bo nie wie,co robić dalej. Nie mamy silnych turniejów, nie mamy trenerów, którzy wiedzą , jak prowadzić
zawodników powyżej 2600, więc od kogo mamy się uczyć? Skąd mamy wiedzieć , co robić dalej, żeby iść w górę?!
Dzięki Vishy,emu widziałem , jak pracują najlepsi na świecie, mogłem próbować go naśladować i dzięki temu szedłem w górę!. Przecież to nie jest tak, że pracując z nim , poświęcałem siebie . Dzięki pracy z Vishym  miałem okazję każdego roku przez co najmniej 2-3 miesiące pracować z jednym z najlepszych zawodników w historii i jednocześnie uczyć się od niego. Nie wiem , co by było, gdyby Vishy nie zaprosił mnie do swojego teamu, ale szczerze wątpię, czy bym udzielał dzisiaj wywiadu po pokonaniu mistrza świata... 

No właśnie! Tym , którzy uważają, że Radek pobłądził należałoby zadać pytanie: Od kogo miał się uczyć, zwłaszcza, że dostał od Ananda propozycję, moim zdaniem "nie do odrzucenia"
Teraz możne się dzielić swym nowo nabytym doświadczeniem choćby z Mateuszem czy Grześkiem.

(P.D)
A jak wyglądała wasza współpraca przez cały ten okres? Czy mógłbyś uchylić nieco rąbka tajemnicy waszego warsztatu?

(R.W)
(...) Dla nas bardzo ciekawe jest także to, że Vishy także uczestniczy w analizie, dzięki czemu możemy widzieć jak on myśli, jakie kontynuacje rozpatruje(...)

A niektórym wydawało się, że Anand "zleca" swoim pomocnikom analizę i cześć!

(P.D)
Czy po turnieju w Wijk aan Zee i kolejnej porażce Ananda w meczu o tytuł zamierzasz teraz poświecić się tylko własnej karierze, czy też w dalszym ciągu będziesz sekundował tylko Vishy,emu ?(R.W)
(...) Jeszcze raz podkreślę mimo że oczywiście głównym celem sekundowania Vishy,emu jest osiągnięcie przez niego jak najlepszych wyników to podczas treningów czuję, że pracuje z nim a nie dla niego. Tak długo jak będę widział, że dzięki tym treningom rozwijam się jako szachista, tak długo nie widzę powodu, żeby odmawiać, oczywiście jeśli tylko Vishy będzie miał chęć ze mną współpracować, bo nie można zapominać, że to jednak od niego to wszystko zależy.

I to jest sedno zagadnienia! Ci co wiedzą najlepiej co powinni robić inni nie wzięli pod uwagę, że można pracować z kimś a niekoniecznie tylko dla niego. Jeśli taka możliwość pojawiła się w życiu Radka to raczej traktowałbym to jako "cudowne" wydarzenie, wyróżnienie za pasję Radka. 


"Znawcy" twierdza, że poglądy Radka na własne życie są subiektywne i , że jest on w błędzie.
Jego życie jest subiektywne dla niego podobnie jak dla nas nasze życie.
Możemy sobie fantazjować dowolnie ale nic z tego nie wynika.
Radek nie sprawia wrażenia człowieka zagubionego, poplątanego, pełnego wątpliwości.
Skąd zatem pomysł, że idzie złą drogą? 
Bo jest jakiś model postępowania, oczywiście obiektywny?
Niby dlaczego miałby istnieć, jeśli ludzie się różnią, mają różne "wzory" a nici ich przeznaczenia splatają się na sposoby niekiedy zupełnie nieodgadnione. Może być tak, że każdemu jest nieco inna droga właściwa a nie jakaś modelowa. 



czwartek, 19 marca 2015

"Przypadkowy" medalista












W polskich szachach jak się okazuje jest tylko jeden szachista, którego wyniki są przypadkowe. Jest nim Mateusz Bartel. Czterech tytułów MP nie liczymy bo jak powiadają na Wschodzie "W krainie ślepców i jednooki królem zostać może..." 
"Przypadkowe" są wszystkie najlepsze rezultaty Mateusza. "Przypadkowo" wygrał Aerofłot , zdobył brązowy medal ME. Bo przecież mógł wygrać ktoś inny...
Gdy jednak przegra on partię w lidze niemieckiej jest to świetna okazja do wykazania jak prawidłowa i sprawiedliwa to porażka.
Przy okazji jest to powód do wytknięcia młodemu farciarzowi jego kulawego repertuaru debiutowego..
Raz wygrywa z silnym zawodnikiem to znów przegrywa ze słabym. Tym samym repertuarem debiutowym . Aż dziw bierze...




piątek, 13 marca 2015

Rykoszet









Super turniej w Montrealu odbył się niedługo po ukończeniu meczu o MŚ pomiędzy Karpowem a Korcznojem. Mecz po dramatycznym przebiegu wygrał Karpow . W Montrealu już dość pewnie i spokojnie uzyskał zwycięstwo, Recz jasna mógł wykorzystać analizy jakie były przygotowywane na okoliczność wspomnianego meczu. 
W przedstawionej partii Timman wpadł w jedną z analiz I.Zajcewa.







Widzimy zatem, że żadna praca nie idzie na marne. Timman został "trafiony" rykoszetem, co  może zdarzyć się każdemu...




środa, 11 marca 2015

Migawki z Capella la Grande





Dzięki uprzejmości Marcina Tazbira ( partia komentowana ) Aleksandra Miśty ( zdjęcie) możemy na chwilę znaleźć się na znanym turnieju we Francji.  




Marcin Tazbir







Partia pouczająca ze szkoleniowego punktu widzenia. Nawiązuje do znanej partii klasycznej Rubinstein- Schlechter i pokazuje jak niewielka przewaga debiutowa może być powiększana i zrealizowana w końcówce. 
Czytelnicy ciekawi szczegółów mogą przeczytać sprawozdanie Marcina Tazbira na stronie PZSzach



wtorek, 24 lutego 2015

Czarodziej kompozycji w akcji









Genrich Kasparjan to legenda świata kompozycji szachowej. Z największą przyjemnością rozwiązuję zadania jego autorstwa oraz polecane przez niego. Aplikuje także jego twórczość juniorom, których mam przyjemność trenować. 
Dziś jednak chciałbym pokazać jak sobie radził kompozytor w grze bezpośredniej. 
Partia jest pouczająca, zawiera bowiem typowe dla obrony sycylijskiej uderzenie w centrum.
Uderzenie to możliwe było z uwagi na przewagę rozwojową.







Do kompozycji szachowej w wykonaniu Kasparjana wkrótce wrócę





poniedziałek, 16 lutego 2015

Kto to jest?








Kto to jest Drodzy Internauci?




Gdy król zostanie w centrum...










Król pozostawiony w centrum  prawie zawsze zwiastuje kłopoty. Daje to możliwość stronie przeciwnej podjęcia energicznych działań w celu otwarcia pozycji.
Poniższa partia nie jet wyjątkiem. Czarne nieostrożnie zagrały w debiucie i błyskawiczny atak dosięgnął ich monarchę.






Zdumiewające jest to, że tak świetny analityk i grający w praktyce bardzo pryncypialnie arcymistrz zagrał tak słabo. Widocznie jednak czasem na nasze decyzje mają wpływ czynniki irracjonalne i każdy może się tego doświadczyć. Oby jak najrzadziej!





czwartek, 12 lutego 2015

Do ostatniej szansy...









Partia, którą proponuję do obejrzenia miała szczególne znaczenie sportowe. Wielcy gracze spotkali się w przedostatniej rundzie. Gligorić miał 6 i 1/2 punktu z siedmiu partii. Keres zmuszony był grać na wygraną, jeśli chciał wygrać turniej. I grał do ostatniej szansy, chociaż jak zobaczymy nie grał szaleńczo, na siłę.
Jego wszechstronny ale klasyczny styl nie dopuszczał dzikich, awanturniczych zagrań.
Grał całą partię w swoim stylu i zrobił wszystko aby wygrać. Został za to wynagrodzony bo w stosunkowo prostej pozycji Gligorić uśpiony charakterem gry popełnił błąd.
Jednak nawet po tym błędzie walka trwała i przełamanie oporu przeciwnika nie było łatwe.
Wykorzystałem komentarze Keresa z książki "100 partii" Fizkultura i Sport Moskwa 1966.








Z tej partii płyną następujące wnioski:

1) Żadna praca nie idzie na marne. Przygotowania w Tel Awiwie zadziałały w Hastings!
2) Trzeba grać do końca. Pozycja równa nie oznacza jeszcze remisu.
3) Nawet w ramach takiego stylu gry jaki posiadał Keres można grać na wygraną , nie naruszając zasad sztuki szachowej.
4) Zmiana rytmu partii działa bardzo silnie i może mieć wpływ na końcowy wynik.
Po ofierze jakości białe pogubiły się.




niedziela, 8 lutego 2015

Ukryte sprężyny










Powracam do wątku rozpoczętego we wpisie "Moje jedynie słuszne poglądy ( 2 )".
Proponuję partię, która na pierwszy rzut oka została przegrana w debiucie. jednak, gdy poczytamy komentarze trenerów - sekundantów obu wyśmienitych graczy zobaczymy inny obraz.
Książka z której pochodzą te komentarze jest unikalna. "petrosjan-spasski 1969
Fizkultura i sport 1970.
Zawiera komentarze do wszystkich partii meczu w 1969 roku zrobione przez Bolesławskiego i Bondarewskiego odpowiednio trenerów-sekundantów Petrosjana i Spasskiego. Bywa, że komentatorzy nie zgadzają się ze sobą . Podnosi to jedynie wartość książki.
Komentarze pokazują jak złożony bywa proces przygotowania do partii oraz jakie nie widoczne z zewnątrz czynniki mają wpływ na ostateczny rezultat.







Komentarze Bolesławskiego są podane zwykłą czcionką a Bondarewsksigo  kursywą .

Przed tą partią Spasski prowadził 9 1/2:8 1/2. Wydawało się, że przed Petrosjanem stoi zadanie aby na przestrzeni pozostałych sześciu partii wygrać tylko jedną, zachowując tym samym szanse na obronę tytułu MŚ.
Według mnie Petrosjan już nie mógł liczyć na zwycięstwo w meczu, biorąc pod uwagę rezultat i przebieg trwającego prawie dwa miesiące meczu.
Wychodząc z tych przesłanek należałoby założyć solidną i krzepka obronę czarnymi.
Wszelkich prób podjęcia wysiłku gry na wygrana należałoby oczekiwać w czterech partiach, które Petrosjan miał grać białymi.
Jednak w partii 19-tej Petrosjan wybiera skomplikowany wariant obrony sycylijskiej , gdzie inicjatya jest zwykle po stronie białych a walka ma ostry charakter.
Co prawda w tym systemie Petrosjan miał dobre doświadczenia. 
Jednak czy taki wybór w zaistniałej sytuacji był prawidłowy, szczególnie biorąc pod uwagę styl przeciwnika. To pytanie kierujemy do tych , którzy lubią i rozumieją psychologię szachową.

W grze Petrosjana ten system nie jest spotykany często ale zawsze świadczy o jego agresywnych zamiarach.
Oczywiście agresywne zamiary nie należy rozumieć jako chęć atakowania za wszelką cenę.
To nie w stylu Petrosjana a i uzyskanie szybko atakującej pozycji czarnymi nie jest możliwe.
Petrosjan zwykle "wywołuje ogień na siebie" zmuszając przeciwnika do ataku i jeśli ten robi to niedokładnie lub nie wystarczająco energicznie to czarne przechwytują inicjatywę i starają się doprowadzić do zwycięstwa.
A co jeśli przeciwnik atakuje energicznie i nie robi błędów? 
Wtedy możliwy jest odwrotny rezultat ale czy można liczyć na wygraną czarnymi z silnym przeciwnikiem bez ryzyka?
Teraz przejdźmy do pytania, na ile podobna taktyka ma sens w sytuacji jaka powstała w meczu.
Odegrać punkt w sześciu partia jest możliwe choć nie łatwe. Dwa punkty odegrać jest prawie niemożliwe. 
Dlatego trzeba trzymać się zasady: można zrobić remis ale przegrywać nie należy, element ryzyka powinien być sprowadzony do minimum.
Przypomnę, że podobna sytuacja była u przeciwnika po osiemnastej partii w poprzednim meczu. ( 1966) Spasski grał białymi, miał punkt mniej ale debiut rozegrał bardzo spokojnie. najwyraźniej nie mając nic przeciwko remisowemu zakończeniu.
Jednak czym jest sprowadzenie ryzyka do minimum?
W siedemnastej partii Petrosjan odrzucił wygodne komplikacje, licząc na solidność swej pozycji i przegrał w rezultacie elementarnej podstawki. W osiemnastej partii grał bardzo ostrożnie i cudem tylko uniknął przegranej.
Wszystko to łącznie z przebiegiem poprzednich partii meczu nie mógł wzbudzić w Petrosjanie wątpliwości w to co jeszcze nie tak dawno było silną stroną w jego grze - zremisować dość prostą , nieco gorszą pozycję .
Dlatego chęć pójścia na skomplikowaną grę, ryzykowną dla obu stron staje się zrozumiała.
I jeśli wybór debiutu nie był udany to nie tu należy szukać przyczyny porażki.
Skomplikowaną grę można prowadzić w rożny sposób, jednak jeśli przegrana  partii jest prawie równoznaczna z przegraniem meczu, to nie wolno przeciwnikowi dawać idealnej pozycji atakującej.
Na tym polega błąd Petrosjana, który doprowadził do katastrofy.
Co zmusiło mistrza świata aby zignorować zasadę bezpieczeństwa, która grała zawsze tak ważną rolę w jego twórczości?
Wydaje mi się, że wprowadziła go w błąd zmiana stylu gry pretendenta.
Spasski rozpoczął swą szachową  jako atakujący szachista i wygrał wiele błyskotliwych kombinacyjnych  partii. 
W ostatnich latach starał się coraz częściej rozstrzygać partie technicznymi środkami.
Wszystkie trze partie wygrane przez Spasskiego w poprzednim meczu były czysto pozycyjne.
W wielu partiach tego meczu Spasski białymi unikał komplikacji zadowalając się remisem, jeśli nie udawało mu się uzyskać wyraźniej pozycyjnej przewagi.
Dlatego Petrosjanowi wydawało się, że Spasski chyba nie zdecyduje się na bezkompromisową grę, opóźni atak a wtedy będzie szansa przejścia do natarcia.
Jednak mistrz świata nie wziął pod uwagę następujących faktów:
1) Mecz z roku 1968 Spasski- Geller pokazał, że Spasski kiedy uważa to za konieczne potrafi atakować, idąc przy tym na kolosalne ryzyko.
2) Spasski rozumiał, że punkt przewagi przy pozostałych sześciu partiach nie jest wystarczającą gwarancją zwycięstwa w meczu i , znajdując się w stanie nerwowego pobudzenia, nieuchronnego, gdy pojawiła się możliwość zrealizowania marzenia, gotów był pójść ana ryzyko aby zwiększyć dystans.   

Tak Czytelnicy wyglądają mniej więcej szachy "od kuchni" Ileż tu niuansów psychologicznych...
Sprowadzanie oceny partii do debiutu jest jak wykonywanie skomplikowanej operacji toporem rzeźnickim.






środa, 4 lutego 2015

Moje jedynie słuszne poglądy ( 3 )











Na blogu J.K jest dwóch komentatorów, którzy na każdą okoliczność mają ten sam nieomalże wpis.
W słynnych "Matysiakach" Helenka płakała przy każdej okazji i ta reakcja bardzo mi przypomina komentarze niejakich: Radko i amatora.  
Przypomina mi poprzez ich monotonię. Co ciekawe nikt z pozostałych komentatorów nie reaguje nawet w sprawach oczywistych.
Wciąż pojawia się temat uczenia od końcówek oraz przeskakiwania debiutu.
Osobnicy ci nawet nie wzięli przeskakiwania debiutu w cudzysłów jak to ujął w oryginale Kramnik.
W dodatku z treści komentarzy wynika, że kompletnie nie rozumieją o co chodzi.
Na blogu J.K jest link do wywiadu radiowego z J.K Dudą. Pytany o to jak trenuje odparł, że trenuje liczenie wariantów i debiuty ( nie jest to cytat). W wersji Radko pierwsza część wypowiedzi zniknęła.
Poza tym J.K. Duda gra w szachy od 12 lat. Gdyby teraz miał się uczyć końcówek to byłoby nieporozumienie. Był na to czas wcześniej. Z tego co mi wiadomo akcentu na studiowanie debiutów przede wszystkim, w treningu Janka nie było. Ale został przygotowany grunt do intensywnej pracy nad tą fazą.
Przy każdej okazji pojawia się temat przeskakiwania debiutów . Przy czym za przeskakiwanie debiutu uchodzi jakiekolwiek działanie wygodne do "doklejenia łatki".






środa, 28 stycznia 2015

Kto komu zamyka usta?










W swym poprzednim wpisie wyraziłem swoje stanowisko w kwestii zajmowania się przeszłymi wyborami Radka Wojtaszka. Wyraziłem moje stanowisko co jest jeszcze dozwolone. Nikogo nie obraziłem jak mniemam. Jak dla mnie to zajmujący się wędrówkami w światach równoległych tracą czas ale jak napisałem : "jak ktoś lubi.."
I mogą sobie mniemać i pisać do woli co zresztą robią.
Dlatego nie rozumiem wypowiedzi Pana K.K na blogu J.K. 
Wygląda mi na to, że to raczej mnie usiłuje się zamknąć usta.
Nie wiem jak zamierza Pan K.K zweryfikować empirycznie stanowisko Radka.
W jaki sposób można to w ogóle zrobić?
Oczywiście stanowisko Radka jest subiektywne tak jak i jego życie.
Wracam do przekonania a raczej je przypominam: z całą pewnością wiemy tylko to co się wydarzyło . Nie wiemy jak wyglądałaby kariera Radka bez spotkania Anandem. I nie znam narzędzia przy pomocy którego można byłoby to ustalić. Tak na początek.
A to zadęcie w obronie swobody wypowiedzi jest jakieś nieadekwatne do mojego wpisu. Przecież nie postulowałem niczego z sugerowanych mi przez Pana K.K zakazów czy nakazów.
Tym razem to ja pozwolę sobie zaapelować o nie zamykanie mi ust!




Polecam wywiad







Po zakończeniu turnieju  Tata Stell Radosław Wojtaszek udzielił "Przeglądowi Sportowemu".
Całość znajdziecie tu:

Wywiad z Wojtaszkiem

Dla mnie najciekawsze jest ostatnia odpowiedź Radka. 
Wynika z niej, że Radek swoje  miejsce w szachach zawdzięcza współpracy z Anandem i jest ze spotkania swego idola bardzo zadowolony. Zatem zwolennikom "gdybania" pozostawiam przemierzanie światów równoległych w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie : co by było...
ta zabawa prowadzi nieuchronnie do wniosku, że nie wiadomo ale jak ktoś lubi..



czwartek, 22 stycznia 2015

Moje jedynie słuszne poglądy (2)










Na blogu Jerzego Konikowskiego przy ocenie rezultatów poszczególnych partii jak i całych turniejów możemy przeczytać, że decydowała znajomość bądź nieznajomość teorii debiutów. Jak dla mnie jest to znaczne spłycenie istoty zagadnienia.
Zresztą gdyby tak było to oznaczałoby, że nie ma nadziei bo przegrywa na tej samej zasadzie Caruana, Wojtaszek i Carlsen . Nawet najlepsi , ciężko pracujący nad tą niewątpliwie ważną fazą gry przegrywają czasem gładko .
Jak to zatem jest?
Podam przykład jak najbardziej aktualny. Radek wygrał z numerami 1 i 2 listy rankingowej rzekomo przez to, że Carlsen i Caruana słabo rozegrali debiut. Prawda, tylko pytanie dlaczego tacy giganci zagrali tak kiepsko?. Jak dla mnie to przyczyna jest widoczna gołym okiem. Obaj znakomici gracze "zaptaszkowali" sobie Radka jako łatwiejszego do ogrania i zaczęli grać w debiucie "krzywo". Przecież to nie brak wiedzy ale psychologia. Z dnia na dzień nie zapomnieli jak się gra, zwłaszcza, że Radek nie musiał żadnych "cudów" tworzyć, co zresztą wcale nie umniejsza jego sukcesu.
Na blogu J.K w zasadzie tylko Marcin podał trafną diagnozę.
Nie można traktować tak mechanicznie gry w szachy, czegokolwiek zresztą. Grają żywi ludzie, mający swoje ambicje, nastroje, lęki i pragnienia.
Wszystko to ma olbrzymi wpływ na końcowy rezultat. Zaczyna się od nastawienia, szukania właściwej strategii postępowania. 
Niekiedy tu właśnie tkwi przyczyna takich a nie innych rezultatów.
Historia szachów jest pełna takich niewłaściwych wyborów, błędów w ocenie siebie, przeciwnika i sytuacji w ogóle.
Przy najbliższej okazji chciałbym pokazać jedną z partii meczu Petrosjan - Spasski , będącą najlepszą ilustracja do omawianego zagadnienia.






poniedziałek, 19 stycznia 2015

Moje jedynie słuszne poglądy (1)







Tytuł jest oczywiście żartobliwy bo nigdy nie uważałem jakoby moje poglądy były jedynymi słusznymi.
Jednak z pozycji prowadzącego bloga nie widzę powodu aby nie przedstawić swych ( jedynie słusznych!) poglądów na to co dotyczy szachów.
Tematem obecnie "gorącym" jest udział Radka Wojtaszka w turnieju Tata Steel .
Przy tej okazji wiele emocji się uwalnia bo droga dojścia do tego turnieju, będącego póki co szczytem kariery sportowej Radka jest przedmiotem "dyskusji". 
Od dłuższego czasu Radek jest krytykowany za wieloletnią pracę w sztabie Ananda.
Krytykujący twierdzą, że gdyby skupił się na swej karierze to zaszedłby znacznie dalej.
Wylicza się przy tym w zasadzie tylko minusy tej współpracy. Po stronie plusów są tylko pieniądze.
Nie zamierzam snuć rozważań na ten temat.
Dla mnie ważne jest to co na ten temat sądzi sam Radek.
Przynajmniej dwukrotnie na łamach "Mata" przeczytałem, że jest zadowolony ze swej decyzji i odniosłem wrażenie, że traktuje współpracę i w ogóle spotkanie z Anandem jako przygodę swego życia. Nie znalazłem w wypowiedziach Radka ani cienia wątpliwości, wahania.
To według mnie zamyka wszelkie dywagacje, czyniąc je jałowym gdybaniem .
Tak naprawdę to nie wiemy co by było.
Nie widzę też powodu aby sam Radek nagle miał uznać te 7 lat za czas stracony.
To jego życie i jak widać jest z tego co robi zadowolony.
Życzę mu powodzenia w tym co robi a nie w tym co mógłby i "powinien" robić.




poniedziałek, 12 stycznia 2015

"Zakuty łeb"









Tytułowy "zakuty łeb" to szczególna kategoria mentalna, która charakteryzuje się tym miedzy innymi, że jak sobie coś wdrukuje, ubzdura to nie ma siły aby to wyperswadować.
Przy każdej okazji a nawet bez specjalnej okazji pojawiają się na "pewnym blogu" powtarzane jak mantra teksty o tym jakoby w MASz uczono przede wszystkim końcówek. 
Jeśli nie w ogóle. Można pisać, wyjaśniać ale ZŁ pozostaje głuchy na wszelkie argumenty.
Nie wiadomo zresztą skąd czerpie swą wiedzę bo przecież nie z programu MASz.
Czyli z własnej chorej wyobraźni. A do czego to potrzebne? Ano trzeba kogoś skrytykować, obrzucić błotem. Tym sposobem także można się dowartościować.
Dziwny to sposób ale jak nie ma innego... 
Przy okazji ten "pewien blog" to też zjawisko chorobliwe.
Nie nazywanie po imieniu ludzi, rzeczy tylko takie puszczanie oka do swojaków. "Wiecie, no wiecie o jaki blog chodzi?" "Ja ze zrozumiałych względów nie będę polemizował" Ale podpuścić nie zaszkodzi. Tak jakby "tych blogów" były setki.
I tacy ludzie wypowiadają się na ważne dla polskich szachów tematy. Nie wypowiadają własnego zdania tylko kategorycznie twierdzą. Na temat Dworeckiego, Capablanki "przeskakiwania debiutu". ZŁ zawsze znajdzie sobie temat i będzie powracał radośnie do niego bo to jego kraina, jedyna jaką zna. Nie potrzeba myśleć. Wystarczy tylko powtarzać bzdury