Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Co przeskakuje, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Co przeskakuje, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 11 grudnia 2013

Co "przeskakuje" Carlsen?








Wypowiedź Kramnika o tym, że Carlsen "przeskakuje" debiut nie została przez niego rozwinięta, chyba dlatego, że Kramnik  zapomniał, że nie mówi do swoich kolegów arcymistrzów dla których sens wypowiedzi może być oczywisty. Wskazują na to wypowiedzi innych wielkich szachistów, których opinii nie powinniśmy traktować jako nieomylnych ale warto przyjać je poważnie i starać się wniknąć w ich istotę.

Kramnik nie powiedział jak dla mnie niczego nowego ani niefortunnego. Zarówno on jak i inni elitarni szachiści mieli kilka lat na opanowanie wiedzy o stylu gry Carlsena. Byli wręcz zmuszeni do tego bowiem młody Norweg parł niepowstrzymanie do przodu . Jak widać nie znaleziono jeszcze na jego styl gry sposobu. Ale wiedza o jego plusach i minusach jest podstawą życia innych zawodowych szachistów.
Dlatego ich wypowiedzi nie biorą się z powietrza.

Według mnie Carlsen "przeskakuje" raczej nie sam debiut , bo to nie jest możliwe tylko stara się jak najszybciej znaleźć poza obszarem badań czegoś takiego jak teoria debiutów. 
Sama nazwa jest zresztą umowna bo jakby to była teoria to musiałaby uwzględniać wszelkie przypadki i mieć odpowiedz na wszystko a tak przecież nie jest.
Ale z grubsza wiadomo o co chodzi. Możemy używać umownie tej nazwy do określenia w miarę aktualnego zasobu wiedzy o debiutach. 
Oficjalnego i nieoficjalnego bo o badaniach i osiągnięciach na polu teorii debiutów wybitnych arcymistrzów dowiadujemy się dopiero post factum czyli po rozegranej partii a i to nie zawsze.
Jest to zrozumiałe bo każdy chroni wypracowanej przez długie godziny wiedzy niezbędnej w praktyce.
Każdy z wielkich  i nie tylko wielkich szachistów stara się ominąć przygotowania przeciwnika
Nie wejść czy też nie wpaść w jego rozpracowania. Mieć jakieś "haki" w zapasie na specjalne okazje. Czasem wejść na obszar przeciwnika i mieć tam dla niego niespodziankę.
Można by tu jeszcze długo wyliczać.
Ci, którzy posmakowali gry w turniejach wiedzą o co chodzi.
Tak było zawsze nawet w czasach przed komputerowych ale zjawisko to nabrało innego charakteru
w epoce błyskawicznego dostępu do informacji i możliwości równie szybkiego ich przetwarzania.
Dlatego opanowanie nawet wycinkowe bo ograniczające się do jakiejś racjonalnej puli debiutowej jest niezwykle trudne.
Wciąż wymaga ciężkiej pracy. Czasem ,gdy jakiś wariant jest przedmiotem badań wielu szachistów próbują oni odnaleźć klucz do niego co przydaje wiedzy na temat wariantu ale ogranicza w pewnym momencie możliwości poszukujących.
Bardzo trudno jest znaleźć coś nowego. Pracują wszyscy a konkurencja jest olbrzymia.
W tej sytuacji można zachować się różnie. Studiować warianty aprobowane przez teorię, spotykane w setkach najaktualniejszych partii . Mając jako taki, możliwe najlepszy ogląd stanu wiedzy na ten temat poszukać jakiegoś nowego pomysłu z lub bez podpowiedzi komputera.
To jest pewien schemat powielany przez wielu, prawie wszystkich szachistów.
W konsekwencji granie wariantów, szczególnie pryncypialnych stało się jakby rodzajem umowy, którą milcząco prawie wszyscy aprobują. I tu trzeba powiedzieć, że wśród wielkich szachistów też są rożne podejścia.
Swego czasu Morozewicz pracował nad rzadko grywanymi wariantami i odniósł sukces bo był wtedy jeśli nie jedyny to jednym z nielicznych, którzy tak czynili.

Carlsen w miarę możliwości stara się znaleźć poza obszarem tego co można wymodelować w domu przy pomocy komputera. Unika długich "obowiązkowych" wariantów.
Oczywiście nie zawsze jest to możliwe, szczególnie gdy gra czarnymi. 
Swiesznikow twierdzi, że Carlsen nie ma "uderzeniowego" debiutu białymi.
Tyle, że najwyraźniej mu to nie przeszkadza.
Przed meczem z Anandem pracował głównie nad debiutem i to jest zrozumiałe bo akurat w tej fazie gry musiał się liczyć z przewagą Hindusa.
Tyle, że trudno sobie wyobrazić aby godzinami badał pozycje jakie uzyskał po debiucie w dwóch pierwszych wygranych partiach.
Oczywiście poza kadrem pozostało co kto przygotował.


Dla mnie podejście Carlsena jest bardzo praktyczne i ożywcze.
Przenosi on akcent na grą praktyczną . Na tym skupia swą energie o czym zresztą sam mówił.

Nie chce się ścigać w wiedzy pamięciowej, chociaż podobno ma fantastyczną pamięć.
Wybrał walkę przy szachownicy , starając się jak najwcześniej postawić przed przeciwnikiem problemy, których ten nie rozwiązywał wcześniej w domu.
Nie unika uproszczeń i sobie tylko znanym sposobem wybiera takie pozycje, które według niego nadają się do gry.
Oczywiście nie zawsze się to udaje. Liczy się jednak kierunek działania.
Potrzeba też olbrzymiej energii bo Carlsen gra "do spodu" wszystko co da się grać.
Po meczu o mistrzostwo świata wyraził opinię, że wielu graczy z czołówki nie jest w stanie grać w takim jak on napięciu wszystkich partii. 
Mamy tu zatem do czynienia z wieloma składnikami, które nie dają się skopiować, powtórzyć a przynajmniej nie tak proste to jest.

Czy podejście Carlsena coś zmieni w świecie szachowym? Nawet jeśli to nie sądzę aby były to zmiany szybkie i widoczne. Ci którzy pracowali dotychczas w pewien znany im dobrze sposób nie przestawia się na inny rodzaj pojmowania szachów. 
W wypowiedzi Kramnika ten wątek się pojawił. Był on uczony i sam pracował inaczej i tego już nie zamierza zmieniać. Jednak widzi w postaci Carlsena i jego stylu gry przyszłość szachów.
Jakakolwiek wypowiedź może być interpretowana różnorako i jak komuś będzie wygodnie to znajdzie sposób aby ją odpowiednio nagiąć. 
"Przeskakiwania debiutu" nie należy przecież traktować dosłownie. Kramnik użył skrótu myślowego.
Dlatego dobrze jest zobaczyć jakie nowe elementy wnosi do szachów Carlsen ale jak wiadomo nie da się tego powtórzyć. To jest jego droga.
Nawet zakładając, że nie studiował końcówek ani gry środkowej co jest założeniem ryzykownym to pozostaje pytanie na jakiej zasadzie tak fantastycznie gra szczególnie proste praktyczne końcówki i jak się wyraził Gelfand "wyciska wodę z kamienia". 
Kasparow twierdzi, że u Carlsena porażająca jest szybkość i adekwatność oceny pozycji, szczególnie tych tzw, prostych.
Póki co nie wiemy skąd to ma bo jeśli z natury rzeczy to widać inni muszą poczekać na taki dar albo znaleźć sposób na wypracowanie takowego.
On sam uważa, że z gry praktycznej ale przecież inni też grają i to dłużej od niego a nie grają tak fantastycznie.

Każdy wielki człowiek ma to coś nie będące do odtworzenia, powielenia.
Można mieć wzorce ale wiadomo, że to tylko "wersja robocza".
Może motywować do pracy, wytwarzać jak to mawiał Witkacy "napięcia kierunkowe" ale nie da się pójść na skróty.
Tak rozumiem "przeskakiwanie debiutu".




czwartek, 24 kwietnia 2014

Z uporem maniaka










Swego czasu do Warszawy zupełnie prywatnie przyjechał Erich von Daniken . Przyjechał odwiedzić swego przyjaciela Waldemara Łysiaka. Ktoś z redakcji "Kultury" postanowił zaprosić "specjalistę od kosmitów" na towarzyskie spotkanie gdzie ostro go zaatakowano i "sponiewierano". Do tego wyrażono zdziwienie , że tak przytomny człowiek jak Łysiak wierzy w teorie Danikena. Łysiak sprostował, że są przyjaciółmi a w głoszone przez przyjaciela poglądy nie wierzy. Tym niemniej podobny zarzut pojawił się znowu na łamach innej gazety. Po trzecim razie Łysiak doszedł do wniosku, że nie ma sensu niczego prostować, ponieważ nie ma rady na głupotę.

W tych odległych czasach grałem kiedyś w meczu jako zawodnik "Anilany" Łódź przeciwko drużynie  łódzkiego "Startu" . Spotkanie ważne bo był to mecz ligowy. Przegraliśmy 8:0!
W Polskę poszła wiadomość, że podłożyliśmy się aby tym samym odwdzięczyć się za przejście do "Anilany" ze "Startu" Witka Balcerowskiego. Grałem w tym meczu jako junior i po zwykłej walce przegrałem z moim kolegą, wówczas dużo silniejszym ode mnie.
Dlatego przy każdej okazji, gdy mnie na turniejach zaczepiano odpowiadałem, że grałem w meczu i nie było żadnej podkładki. "Tak, tak musieliście jakoś się odwdzięczyć" padało zwykle w odpowiedzi.

Zdumiewające są mechanizmy myślenia. Gdy wdrukuje się pewne przekonanie to żadne fakty, żadne dowody nie są w stanie tego zmienić.   

Już kilka razy przeczytałem, że jestem zawodowym szachistą . Otóż nie jestem od bardzo dawna ale nie sądzę aby to coś zmieniło .

Przeczytałem też kilka razy, że pracuje etatowo w PZSzach. Też nie jest to prawda.

Najczęściej powtarzana jest mantra jakoby w MASZ uczono tylko końcówek . Ludzie, którym nawet nie przyszło do głowy aby wykonać jakikolwiek wysiłek i przeczytać, dowiedzieć się jak jest naprawdę "mantrują" tak na jednym z blogów co podaje "tylko prawdziwe wiadomości".
Trwa to już jakiś czas i nie widać aby komuś z tamtejszych Anonimowych "znawców" zebrało się
na myślenie inne niż życzeniowe.

Podobnie jest z oceną pracy Dworeckiego. Ten wybitny trener doczekał się już oceny człowieka z innej epoki czyli chyba "leśnego dziadka" czas powitać w naszym gronie. I on także zaleca studiowanie tylko końcówek. Część książek Dworeckiego została przetłumaczona na język Polski i nie ma w zasadzie żadnych przeszkód aby się dowiedzieć nad czym zaleca on pracować . Ale po co?
Łgarstwa są łatwiejsze. I wszyscy mają to samo "swoje" zdanie. Ciekawy jest także pogląd, że Dworecki jest trenerem kontrowersyjnym. Niby dlaczego?

Wreszcie najczęściej powtarzaną bzdurą jest "prawda o przeskakiwaniu debiutu" przez Carlsena.
Aby się przypodobać Panu J.K jego fani wrzucili do jednego worka wszystkich tych, którzy mają taką właśnie opinię o grze Carlsena. Kramnik, Gelfand i jeszcze jacyś tam inni kolesie niefortunnie się tak wyrazili. I to piszą frajerzy szachowi o czołówce światowej.!
Pomijam już, że jakiś czas temu zamieściłem na swym blogu obszerne i jak mi się wydaje nie pozostawiające wątpliwości wyjaśnienie tego zwrotu ( "przeskakiwania debiutu").
Co "przeskakuje" Carlsen
Bardzo długo było cicho aż tu zaczęto wyszydzać wszystkich tych, którzy głoszą takie teorie.W tym mnie wprost i "zza węgła"
Przy czym kompletnie bez zrozumienia istoty zagadnienia. Głupota czy celowe działanie? Nie wiem.
Ciekawostką jest jednak, że ,gdy "Slawomirus" objaśnił jak on to widzi to zachwytom nie było końca. Tylko, że w skrócie powtórzył on to co napisałem we wspomnianym wpisie!
Ciekawostka prawda?
No ale jak się człowiek uprze to wszystko wyprze z umysłu i nie ma rady na to.
Ciekaw jestem jak długo tak można "mantrować". Póki co końca nie widać...






środa, 30 kwietnia 2014

Marzenia wracającego






Pobrałem z ImmortalChess




Wymysłom i kłamstwom na blogu J.K nie ma końca ale temu już przestałem się dziwić. Nie jest mi dostępne zrozumienie jak można funkcjonować w takim świecie. Wszystko się przecinacza, zmyśla tylko po to aby mieć "rację".
Dowiedziałem się, że odmawiam merytorycznej dyskusji przykładowo. Zgadza się tylko, że to byłe "merytoryczna dyskusja" a cudzysłów stanowi podstawową różnicę. Ale widocznie tak jak z cytatami tak jest i ze wszystkim na tym blogu.
Jestem jedynym ,który napisał o tzw"przeskakiwaniu debiutu" przez Carlsena zatem jak rozumiem wszelkie szydercze uwagi pod adresem jakichś nieokreślonych trenerów co to zachwalają dotyczą mnie.
Proponuje zapoznanie się z poniższym wpisem:
Tu także użyłem cudzysłowu . Czy ludzie z bloga J.K nie potrafią czytać, czy nie mogą zrozumieć prostych tekstów?
Cudzysłów wskazuje przecież na umowny charakter tego terminu. Wyjaśniłem przecież , że jest to przenośnia bo dosłownie nie daje się przeskoczyć debiutu w sensie pominięcia tej fazy gry.
A tymczasem Panowie wmawiają mnie właśnie, że to ja dosłownie traktuje ten termin. 
Przy tym są podawane zupełnie bezsensowne przykłady owego przeskakiwania w postaci partii Motylew -Wojtaszek! 
Człowiek poszedł na wariant, dostał nowe posunięcie i nie poradził sobie. Gdzie tu przeskakiwanie lub "przeskakiwanie" debiutu? .
Gdyby chciał coś takiego zrobić to nie wszedłby chyba w tak zobowiązującą pozycję.
Ale najłatwiej jest sprzedać kopniaka. A to, że jeden z Panów powtórzył w skrócie to co napisałem na blogu o "przeskakiwaniu" to bez znaczenia. On świetnie to ujął a ja się mylę. Taki paradoks logiczny.
I knajacki język i nienawiść... A może piszę ze "specyficznym smaczkiem"? 
A jak J.K nazwał mnie "małym pikusiem" to rozumiem, że było pieszczotliwie?
I znalazłem się w jednym worku z M. Krasenkowem z uwagi na pogardę dla szarego szachisty itd.
Nigdzie nie pisałem w liczbie mnogiej tylko do Pana K.K z uwagi na jego status w szachach. Przynajmniej tak jak ja to widzę. Proszę mi nie wciskać, ze obrażam słabszych od siebie itd.
Kłamstwo! Nie pierwsze i zapewne nie ostatnie. 
Człowiek krytykuje MASZ, program szkolenia ,trenerów bez odpowiedniej, choćby minimalnej wiedzy na ten temat i uważa, że to normalne! A wszyscy się mylą. A później z mentora zamienia się w ofiarę ataków bo nie wie dlaczego. Czemu jego to spotyka?
I ta demagogia o podatkach i wszystkie te bzdury...
Ale cóż Panowie!. Piszcie tak dalej a niezależnie od ilości wejść ludzie będą śmiać się z Was bo każdy , który potrafi wyciągać wnioski zobaczy co jest na rzeczy.
Takie to marzenia wracającego ( do szachów )...




czwartek, 16 kwietnia 2015

Moje jedynie słuszne poglądy (4)




Rys. Andrzeja Mleczki


Zawsze interesowały mnie nowe tendencje w podejściu do szachów. Od czasów Steinitza i Nimzowitscha w sensie systemowego ujęcia niewiele się zmieniło, choć został dokonany olbrzymi postęp jeśli chodzi o poznanie poszczególnych faz gry.
Szczególnie teoria debiutów rozwija się niezwykle szybko, rzekłbym burzliwie.
Dlatego swego czasu zwróciłem uwagę na wypowiedź Władimira Kramnika na temat traktowania fazy debiutowej przez Carlsena. 
Kramnik zwrócił uwagę na nową tendencję w grze w szachy i nawet wypowiedział opinię, że taka jest ich przyszłość.
Wydawało mi się to na tyle istotne, że poświęciłem temu zjawisku wpis na swym blogu.
Jak kogoś zainteresuje to przeczyta jakie były dalsze losy tego określenia. Co jakiś czas na blogu Jerzego Konikowskiego jakiś "znawca" przedmiotu powraca do tego tematu.
Oczywiście bez elementarnego zrozumienia znaczenia tego terminu oraz faktycznego stanu rzeczy czyli choćby autorstwa.
Blog Jerzego Konikowskiego w jego mniemaniu jest świetny miedzy innymi z uwagi na rzetelność informacji, podawanie źródeł i prawdę.
Wystarczy jednak, że jakiś "znawca" napisze dowolna bzdurę ale krytykującą cokolwiek lub kogokolwiek z "drugiej strony" a już jest ok!
Nikt niczego nie prostuje, nie komentuje.
Na swoim blogu może J.K pisać i dopuszczać do pisania co tylko mu do głowy przyjdzie. Jego prawo.
Jednak , gdy przy tym krytykuje wszystkich i wszystko z " drugiej strony" to chyba coś jest nie tak, zwłaszcza, gdy nie powołuje się na fakty a jedynie na własne przypuszczenia.
I gdzie tu etyka dziennikarska, której rzekomo zabrakło Danielowi Sadzikowskiemu?
Tu przejdę do meritum.
Od niepamiętnych już czasów Jerzy Konikowski na wszelkie możliwe sposoby próbuje Czytelnikom zasugerować, że faza debiutowa jest najważniejsza i powinno się  w szkoleniu zwracać uwagę na nią przede wszystkim.
I dobrze. Tylko przy okazji , chyba dla lepszego efektu została powołana do życia teoria Capablanki, która rzekomo jest dominująca wśród polskich szkoleniowców.  
I z wpisów i komentarzy samego J.K wynika, że jakieś osoby zbliżone do PZSzach tworzą coś w rodzaju frontu przeciwko jemu i jego teorii.
Wrażenie jest takie, że jest jakiś zapis ukryty rzecz jasna , który nie pozwala wprowadzić do szkolenia nowej rewelacyjnej metody uczenia szachów od debiutów.
Może J.K lub jego pomocnicy, komentatorzy wskazaliby na czym polega ta metoda Capablanki i kto jest dzierżawca tej linii.
Wiedziałbym wówczas do kogo i w jakiej sprawie się zwrócić aby mieć pełniejszy obraz .
Operując takim językiem jak dotychczas J.K tylko mąci zamiast wnosić jakąś nową jakość.
Chyba, że właśnie o to chodzi bo coraz to więcej na to wskazuje.
Swego czasu dowiedziałem się, że grupa byłych perspektywicznych  juniorów założyła nieformalną partię . Polska Partię Skończonych.
Zebrania odbywały się na turniejach i sprowadzały do wspólnego picia piwa. Znałem wszystkich pięciu czy tez sześciu członków partii i pewnego razu , gdy mieli "zebranie" zapytałem jaki mają program. Jeden z nich odparł : " po co program jak jesteśmy skończeni"?
Na koniec dwa cytaty z bloga J.K w opisywanej sprawie.

·        hetman

Niestety część trenerów nadal nie przyjmuje do wiadomości tego, że debiuty są jednym z głównych filarów sukcesu szachowego. Ale teraz w szeregach związkowych pojawia się rozłam, bo upada teoria o pomniejszaniu znaczenia debiutów i zaletach ich przeskakiwania. Zadrżą w posadach inne blogi – wszak to schizma!, schizma! Bijcie na trwogę!



·         Adamek

Może w końcu do zwolenników Capablanco-końcówkowo-przeskakiwania
debiutów dojdzie to, o czym chyba wszędzie się mówi, tylko nie w polskich szachach.




piątek, 27 września 2013

Z książkami Szereszewskiego i Dworeckiego w bagażu





Magnus Carlsen
chesspro.ru





Michaił Szereszewski znany jest w Polsce przede wszystkim z książek  "Kontury endszpila" i " Strategia endszpila ". O Marku Dworeckim powinien wiedzieć każdy kto poważnie traktuje szachy lub jest pasjonatem ( najlepiej łącznie).
Czemu przywołuję właśnie ich nazwiska?
Jakiś czas temu przeczytałem na chespro.ru wywiad Jewgienija Atarowa z Magnusem Carlsenem


Pozwolę sobie zacytować kilka jak mniemam ciekawych fragmentów:

Ile czasu poświęcasz szachom?

Trudno policzyć. Gdy jestem na turnieju szachy zajmują cały mój czas. W tym czasie jestem skoncentrowany w 100% na grze. Mam wyłączony telewizor, telefon, nie ma mnie dla nikogo...
Gdy jestem w domu? Jeśli nie mam zgrupowania i wyjazdu na jakiś turniej to wogóle nie zajmuję sie szachami.

W ogóle się nie zajmujesz?


Absolutnie!

I w żaden sposób nie podtrzymujesz "sportowej formy"?

Jeśli mi się zachce to mogę coś popatrzeć,coś co mnie zainteresowało. Lub powiedzmy świeże partie...Nic konkretnego. Trudno tu mówić o jakichś ukierunkowanych zajęciach. Może się to wydawać dziwnym ale czerpię spore korzyści ze zwykłego przeglądania partii. Nie analizuję ich, nie włączam modułów tylko przerzucam jedna po drugiej , patrzę na nowe idee, kto jak gra. (...)

Zatem Twoje zrozumienie szachów, wyczucie pozycji - wszystko to jest ludzkie?

Myślę, że tak. I moje fundamentalne wyobrażenie o szachach budowało się bez udziału komputera.
Takie było moje spojrzenie na szachy i moje wyobrażenie o walce.

Czy pamiętasz swego pierwszego trenera szachowego?

Tak, przejrzał kilka moich partii, porozmawialiśmy...Dał mi kilka książek: Szereszewskiego o końcówkach i podręczniki Dworeckiego. Początkowo był to cały mój szachowy bagaż.

Czyli nie możesz wskazać kogoś kto "ustawiłby" Ci grę?

Stało się to znacznie później. Jednakże bardzo dokładnie przestudiowałem to co mi dał.
Wchłaniałem "radziecką szkołę szachową"

Poczułeś , że Twoja gra zmieniła się po przestudiowaniu tych książek?

Tak, zacząłem lepiej się orientować na szachownicy, lepiej oceniać pozycje.(...)

Szachy zmieniły się w walkę baz debiutowych! Griszczuk nie tak dawno powiedział, że teraz szachy to w 80% praca nad debiutami.

Mniej więcej tak to jest.

Jednak ...Przy spojrzeniu na twoje partie powstaje wręcz przeciwne odczucie.

Z pewnością dlatego, że gra środkowa i końcówka podobają mi się bardziej niż debiut.
Podoba mi się, gdy partia szachowa przeradza się w rywalizację myśli a nie w bitwę domowych analiz. Jednak coś takiego zdarza się niestety nie tak często.

Czy to Cię rozstraja?

W pewnym stopniu tak ale co mogę zrobić?

Więcej pracować nad debiutami tak jak pozostali...

I tak zajmuję się nimi bardziej niż chciałbym.

Jednak przy tym ustępujesz w debiucie czołówce.

Tak, dla nikogo nie jest sekretem, że jeśli chodzi o jakość przygotowania debiutowego i Kramnikowi i Anandowi i wielu innym. Mają znacznie więcej doświadczenia ,opracowań... Są w tym wielkimi specjalistami. ja staram się prawidłowo rozlokować swe figury na szachownicy tak aby ta ich przewaga nie była tak wielka aby od razu nie przegrać. (...)


Czy nie zdziwił go (Kasparowa) poziom Twojego przygotowania debiutowego?

Tak był zszokowany , gdy się okazało jak mało wiem. Ale nie zatrzymaliśmy się na tym problemie. Podzielił się ze mną metodami pracy nad debiutem i jestem mu za to wdzięczny. Zrobiłem ruch w tym kierunku dzięki niemu.(...)

Nie tak dawno w wywiadzie Kramnik stwierdził, że Carlsen "przeskakuje" debiut. Jak to często bywa z zawodowcami nie rozwinął wypowiedzi, uznając ją za wystarczającą. Rzecz jasna Carlsen musi wiedzieć co i w jakim miejscu "przeskoczyć" . Pracuje nad debiutami ale w zupełnie inny sposób niż gracze z czołówki. Kramnik uważa, że to jest przyszłość szachów a on sam ( Kramnik) całą swą karierę szachową związał z innym sposobem nauczania debiutów i nie widzi możliwości aby to zmienić.

Wielcy gracze nie dają zamknąć się w formule do jakiej przywykliśmy. Jednak dla nas ciekawy jest początek drogi szachowej Carlsena. Sądzę, że wymienione książki pomogły mu ukształtować podejście do szachów. Jego technika w grze środkowej i końcówce nie wzięła się znikąd.



-

czwartek, 15 lutego 2018

Gdzie ten debiut?










Na zdjęciach z http://chesspro.ru/details/wijk_aan_zee18_7 przedstawiam uczestników prezentowanej dziś partii. Gra nie jest widowiskowa, porywająca. Tak jednak gra Carlsen i wcale nie jest to wyjątek a raczej reguła.
Carlen jest przede wszystkim praktyczny i skuteczny. Jeśli nawet jak twierdzą niektórzy jest znawcą debiutów to jakoś tego nie pokazuje w praktyce.

Swego czasu na moim blogu popełniłem wpis Co "przeskakuje" Carlsen \
Dla tych Internautów , którzy nie zagłębiają się w meandry współczesnych szachów a chcieliby lepiej zrozumieć przebieg prezentowanej partii przypomnienie sobie bądź przyswojenie tego wpisu będzie pomocne w tej materii.



Pozycja po 11.pos. białych 11.Hg3!


Po przeczytaniu mego dawnego wpisu i obejrzeniu partii można wyciągnąć pewne wnioski.

Wprawdzie Carlsen zagrał świeżo Hg4 ale tylko po to aby przejść do końcówki ocenianej przez wszystkie programy jako absolutnie równej.

Z jednej strony trudno się dziwić , że taka szachistka jak Hou Ifan poszła na może nieco gorszą końcówkę ale z drugiej strony Carlsen ma reputację "wyciskającego wodę z kamienia".
Poza tym jest prawdą, że trudno się gra na dwa tylko rezultaty bez możliwości wygrania partii.