 |
| Rys. Andrzeja Mleczki |
Zawsze interesowały mnie nowe tendencje w podejściu do szachów. Od czasów Steinitza i Nimzowitscha w sensie systemowego ujęcia niewiele się zmieniło, choć został dokonany olbrzymi postęp jeśli chodzi o poznanie poszczególnych faz gry.
Szczególnie teoria debiutów rozwija się niezwykle szybko, rzekłbym burzliwie.
Dlatego swego czasu zwróciłem uwagę na wypowiedź Władimira Kramnika na temat traktowania fazy debiutowej przez Carlsena.
Kramnik zwrócił uwagę na nową tendencję w grze w szachy i nawet wypowiedział opinię, że taka jest ich przyszłość.
Wydawało mi się to na tyle istotne, że poświęciłem temu zjawisku wpis na swym blogu.
Jak kogoś zainteresuje to przeczyta jakie były dalsze losy tego określenia. Co jakiś czas na blogu Jerzego Konikowskiego jakiś "znawca" przedmiotu powraca do tego tematu.
Oczywiście bez elementarnego zrozumienia znaczenia tego terminu oraz faktycznego stanu rzeczy czyli choćby autorstwa.
Blog Jerzego Konikowskiego w jego mniemaniu jest świetny miedzy innymi z uwagi na rzetelność informacji, podawanie źródeł i prawdę.
Wystarczy jednak, że jakiś "znawca" napisze dowolna bzdurę ale krytykującą cokolwiek lub kogokolwiek z "drugiej strony" a już jest ok!
Nikt niczego nie prostuje, nie komentuje.
Na swoim blogu może J.K pisać i dopuszczać do pisania co tylko mu do głowy przyjdzie. Jego prawo.
Jednak , gdy przy tym krytykuje wszystkich i wszystko z " drugiej strony" to chyba coś jest nie tak, zwłaszcza, gdy nie powołuje się na fakty a jedynie na własne przypuszczenia.
I gdzie tu etyka dziennikarska, której rzekomo zabrakło Danielowi Sadzikowskiemu?
Tu przejdę do meritum.
Od niepamiętnych już czasów Jerzy Konikowski na wszelkie możliwe sposoby próbuje Czytelnikom zasugerować, że faza debiutowa jest najważniejsza i powinno się w szkoleniu zwracać uwagę na nią przede wszystkim.
I dobrze. Tylko przy okazji , chyba dla lepszego efektu została powołana do życia teoria Capablanki, która rzekomo jest dominująca wśród polskich szkoleniowców.
I z wpisów i komentarzy samego J.K wynika, że jakieś osoby zbliżone do PZSzach tworzą coś w rodzaju frontu przeciwko jemu i jego teorii.
Wrażenie jest takie, że jest jakiś zapis ukryty rzecz jasna , który nie pozwala wprowadzić do szkolenia nowej rewelacyjnej metody uczenia szachów od debiutów.
Może J.K lub jego pomocnicy, komentatorzy wskazaliby na czym polega ta metoda Capablanki i kto jest dzierżawca tej linii.
Wiedziałbym wówczas do kogo i w jakiej sprawie się zwrócić aby mieć pełniejszy obraz .
Operując takim językiem jak dotychczas J.K tylko mąci zamiast wnosić jakąś nową jakość.
Chyba, że właśnie o to chodzi bo coraz to więcej na to wskazuje.
Swego czasu dowiedziałem się, że grupa byłych perspektywicznych juniorów założyła nieformalną partię . Polska Partię Skończonych.
Zebrania odbywały się na turniejach i sprowadzały do wspólnego picia piwa. Znałem wszystkich pięciu czy tez sześciu członków partii i pewnego razu , gdy mieli "zebranie" zapytałem jaki mają program. Jeden z nich odparł : " po co program jak jesteśmy skończeni"?
Na koniec dwa cytaty z bloga J.K w opisywanej sprawie.
Niestety część trenerów nadal nie
przyjmuje do wiadomości tego, że debiuty są jednym z głównych filarów sukcesu
szachowego. Ale teraz w szeregach związkowych pojawia się rozłam, bo upada
teoria o pomniejszaniu znaczenia debiutów i zaletach ich przeskakiwania. Zadrżą
w posadach inne blogi – wszak to schizma!, schizma! Bijcie na trwogę!
Może w końcu do zwolenników
Capablanco-końcówkowo-przeskakiwania
debiutów dojdzie to, o czym chyba wszędzie się mówi, tylko nie w polskich
szachach.