![]() |
18.06.1951-25.01.2014 |
Gyula
Sax
Z Gyula Saxem miałem
przyjemność spotkać się dwukrotnie w bojach przy szachownicy, oraz wielokrotnie
będąc uczestnikami olimpiad szachowych, czy turniejach strefowych - ja w rolach
zawodnika lub trenera, a Gyula niezmiennie jako gracz- podpora drużyny Węgier.
Jego aktywny styl gry,
obfitujący w spektakularne kombinacje, zjednywał mu rzesze sympatyków. Zawsze
grał aktywnie na wygraną, razem z arcymistrzami Riblim, Adorjanem pięknie
rozwinęli się u boku Lajosa Portischa, wykorzystując sprzyjający klimat do
szachów na Wegrzech, który stworzył ówczesny przywódca narodu- Janos Kadar.
Obydwa moje pojedynki z
Gyulą miały oprócz czysto szachowego przebiegu , interesujące podteksty.
Po raz pierwszy
spotkaliśmy się na międzynarodowym turnieju juniorów, rozegranym w Warszawie w
1968 roku! Grało w nim 12 juniorów ( wtedy obowiązywał wiek do 20 lat, bez
jakiegokolwiek podziału na grupy wiekowe). Po świetnym starcie (5,5 z 6!)
prowadziłem ( mając 15 lat), ale wtedy właśnie na mojej drodze stanął Gyula
Sax.
Rozegraliśmy obronę
sycylijską, wybrałem – po raz pierwszy w praktyce czarnymi wariant
Poługajewskiego w wariancie Najdorfa. W znanej sobie pozycji, postanowiłem
wzmocnić kontynuację, dziwiąc się dlaczego do tej pory tak w tym momencie nie
grano.
Co ciekawe wiedziałem, że grywa sie tutaj 13…h6, ale niestety przy
szachownicy znalazłem „wzmocnienie”13…h5?? I po odpowiedzi Gyuli H:e6+!! wszystko zrozumiałem… Partia
była praktycznie rozstrzygnięta, a moja „kontynuacja”
znalazła się później w niektórych książkowych opracowaniach wariantu
Poługajewskiego. Byłem tak zdeprymowany, że już nigdy tego wariantu nie
zagrałem. Dla szachowych historyków przypomnę, że turniej wygrali późniejsi
arcymistrzowie: Lothar Vogt ( wtedy NRD), przed Jewgenijem Ermenkowem
(Bułgaria), Gyula Saxem itd., a grał w nim min. Jerzy Lewi, z którym wygrałem i
wyprzedziłem go.
Moja druga partia z
Saxem z uwagi na swoje zabawne okoliczności została opisana w zbiorze anegdot
szachowych:
" W końcu lat 70-tych drużyna OZszachu Śląskiego rozgrywała mecze towarzyskie min. z Budapesztem. Było to wtedy ogromna atrakcja turystyczna, także sportowa, jako, że Węgrzy zdobywali medale na Olimpiadach szachowych i reprezentowali bardzo wysoki poziom.
Na takim meczu
rozgrywanym na kilkunastu szachownicach w pięknym Budapeszcie liderem drużyny
Śląska był mistrz Jacek Bielczyk. Węgrzy chyba trochę nas zlekceważyli,
wystawiając nie najsilniejszy skład i w pierwszym meczu ponieśli sensacyjną porażkę!
Nazajutrz, gdy przybyliśmy
na rundę rewanżową naszego spotkania, kilka minut przed rozpoczęciem meczu, do
naszego lidera podszedł kierownik ekipy Ślaska, zasłużony działacz- p.
Franciszek Burczyk.
- Panie Jacku, ci
Węgrzy bardzo chcą się zrewanżować za wczorajsza porażkę i na pierwszej
szachownicy wystawiają jakiegoś niezłego nie pamiętam już nazwiska, ale na
pewno na „S”."
Gdy podszedłem do
stolika, okazało się, że rzeczywiście siada do mnie „niezły na S”- arcymistrz
Gyula Sax - w tym czasie gracz pierwszej dziesiątki na świecie!
Po pięciogodzinnej
ciekawej partii granej czarnymi uległem „niezłemu” na "S"
Gyula Sax pozostanie w
mojej pamięci jako świetny arcymistrz o niezwykle spektakularnym stylu gry, a
jednocześnie miły, uśmiechnięty szachowy przyjaciel.
Jacek Bielczyk
Dziękując Jackowi za ciepłe słowa wspomnienia informuję, że zamierzam wrócić do porywających partii Saxa już wkrótce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz